piątek, 20 września 2013




-Widzisz tą wrzawe? Tam ją znajdziesz.- odparł wskazując mi miejsce. Kiwnąłem głową w podziękowaniu i ruszyłem w tamtym kierunku. Powoli przedzierałem się przez tłum, gdy w końcu na sam przód. Nie zauważyłem nawet kiedy przed moją twarzą zatrzymał się nóż. Spojrzałem na osobę, która go trzyma. Ujrzałem kobietę, która w przeciwieństwie do większości nie była grubo ubrana. Miała czarne włosy, była dość niska i niezbyt gruba, a nawet można by stwierdzić że dość chuda. Za nią na ziemi leżał jakiś wielki mięśniak.

-Co sobie pan życzy?- odezwała się w końcu opuszczając nóż i kierując się w stronę najbliższego stolika przy którym siedział mężczyzna w jakiejś dziwnej czapce.

-Siadaj- odezwał się mężczyzna przy stoliku i wskazał mi miejsce naprzeciwko niej. Zauważyłem że tłum powoli się rozchodzi. Podszedłem po woli i usiadłem przy stoliku.

-Mów.- powiedziała zniecierpliwina. Zauważyłem jak mierzy mnie wzrokiem od stóp do głów.

-Szukam osób chętnych do wypadu na pewną bazę. Można nieźle zarobić.- powiedziałem od niechcenia.

-Nuuudy...- skomentowała szybko. -Jeżeli to tyle to spadaj zanim skrócę cię o głowe mechaniku. -Mówiła zupełnie bez przekonania. Mężczyzna słysząc to lekko się uśmiechnął.

-Dobra... mi to pasuje... i tak nie lubię się użerać z machinami i stworami molocha.-Stwierdziłem wstając. Odwróciłem się i zacząłem zmierzać w kierunku wyjścia.

-Stój.- Usłyszałem krzyk gdzieś za sobą. Zatrzymałem się i odróciłem głowę w stronę kobiety. -Wiesz, może jednak się skuszę.- powiedziała z straszliwym uśmiechem na twarzy. Wróciłem na miejsce. "Cholerny generał, zawsze wpakuje mnie w kłopoty" pomyślałem siadając. -Co trzeba zrobić?- zapytała po chwili wpatrywania się w moją twarz.
-... zniszczyć bazę... dostajemy potrzebny sprzęt. Tylko trzeba się dostać do środka, a to niestety jest graniczące z cudem i prawdopodobnie zginę albo ty albo ja.- udzieliłem wyczerpującej odpowiedzi.

-Ej no ludzie nie ignorujcie mnie w zabawie.- Odezwał się naglę mężczyzna siedzący cały czas w czapce.- Bohaterowie się znaleźli. Jeżeli Shirley idzię to ja jako jej brat muszę ją wesprzeć.- mówił dalej swoim oburzony głosem. -Nazywam się Shadow. A przynajmniej tak mnie większość osób nazywa.- przedstwił się podając mi rękę. Spojrzałem na niego. Szybko wycofał rękę.

-Auuu... Ja idę tam gdzie pani Shirley.- usłyszałem jękliwy głos z ziemi. Podszedł i stanął obok stolika. Pokiwałem głową. "Kto by pomyślał że znajdzie się tylu idiotów..." pomyślałem patrząc po grupce.


-Czyli wy troję chciecie pójść na tą samobójczą misję?- zapytałem upewniając się.


0 komentarze: