środa, 25 września 2013





Geralt wewnątrz siebie zawahał się czy na pewno chce tego spotkania , lecz podszedł mając nadzieję że Berengar nie będzie rozdrapywał ran z przeszłości. Berengar spostrzegł podchodzącego Geralta.
-Biały Wilk tutaj? – powiedział bez emocji Berengar.
-Witaj. – odpowiedział przyjaznym głosem Geralt.
-Co tutaj robisz?
-Mógłbym spytać o to samo Ciebie Wilku.
-Zatrzymałem się tutaj na chwilę w poszukiwaniu kilku orenów za które kupię trochę mięsiwa i wyruszę dalej w drogę.
-Doprawdy?
-Skąd jedziesz?
-Jakoś dziwnie rozmowny się zrobiłeś Wilku , czyżbyś chciał odwrócić moją uwagę abym nie wspomniał o tamtym dniu?
-…..
-A może nie chciałbyś żebym nie zadawał więcej trudnych pytań?
-Beren…
-Nie , nie chce tego słuchać – przerwał Geraltowi – Najlepiej będzie jak nasze drogi się rozejdą w tym miejscu , zostanę tu tylko do świtu , potem mam nadzieję że już nigdy Cię nie zobaczę.
-Chcę Ci tylko powiedzieć że nie chciałem tego nigdy.
 Berengar odwrócił się i wszedł do karczmy. Geralt ruszył do kościoła aby obejrzeć ciało dziewczynki. Starał się nie wracać myślami do dni o którym oba wiedźmini dobrze pamiętali choć woleli by aby nigdy on nie nastał. Wrota drewnianego kościoła rozwarły się z skrzypem który zwrócił uwagę modlącego się Kapłana.
-Czego tu szukasz czarci pomiocie? – powiedział ochrypłym głosem Kapłan.
-Zwłok dziewczynki które podobno przyniesiono do tutejszej kostnicy.
-Wiedźmak w świątyni sprowadza na nią złe duchy potworów które ubił , choć że szybciej.
Kapłan zaprowadził Geralta do podziemnej krypty która miała robić za kostnicę.
W środku stał na środku stół na którym były złożone zwłoki dziewczynki a przy nich stał jakiś strażnik patrzący na nie z wyrazem twarzy który nie było łatwo Geraltowi na pierwszy rzut oka ocenić – Strach , ciekawość , niepokój.
 -To tutaj. – powiedział Kapłan wychodząc
-Przyszedłeś mnie zmienić ? – spytał strażnik nie spoglądając na Geralta.
-Nie , przyszedłem zobaczyć zwłoki. Strażnik dopiero teraz podniósł głowę i na widok wiedźmina lekko się wzdrygnął lecz starał się aby nie było tego po nim widać.
-Nie lękaj się. – powiedział zimno Geralt.
-No to łoglądnijcie co musicie i wyjdźcie.
-Pilnujesz trupa strażniku? Przecież nie ucieknie.
-Nie wiedźminie , rozmyślam tylko.
-Nad trupem rozmyślacie Strażniku?
-Dobrze Wam z oczu patrzy Wiedźminie , mówcie mi Witek.
-Geralt.
-Ano ostatnio za dużo żem widział , może czas na to żeby skończyć z pracą w straży miejskiej.
-Zobaczyliście jednego trupa i nagle taka decyzja?
-Zaczęło się od tego żem zobaczył jakiegoś pomiota nad rzeką , potem gdy uniknąłem śmierci z jego rąk opowiedziałem to co się wydarzyło tutejszemu Karczmarzowi , ten mnie wyśmiał i mówił żem za dużo wypił , gdzie ja tego dnia ani kropli nie wypiłem Wiedźminie.
-A czy ja Was osądzam?
-Potem do Karczmy wbiegła Żona Sołtysa i wrzeszczy że jej córka leży martwa , za dużo tego wszystkiego dla mnie Panie , za dużo powiadam.
-Czyli to Ty najwięcej wiesz o całej sprawie?
-Ano.
-Porozmawiamy później a teraz idźcie się przewietrzyć dobrze Wam to zrobi , ja muszę obejrzeć zwłoki.
Witek wyszedł burcząc coś pod nosem. Geralt mógł teraz w spokoju przystąpić do oględzin – Po chwili wszedł Sołtys.
-I jak wiedźminie?
-Dziwny przypadek.
-Co masz na myśli?
-Silnie skręcony kark , wydłubane oczy jakimś ostrym przedmiotem , brak śladów pobicia , krótko mówiąc wątpię aby zrobił to jakiś potwór , według mnie zrobił to ktoś kto miał coś do ukrycia , kark skręcony aby zabić , wydaje mi się że zabójca wydłubał oczy abyście wiedzieli że dziewczynka zobaczyła coś czego nie powinna zobaczyć.
-Wiedźminie , znajdź tego kto to zrobił – powiedział Sołtys , wydawał się być zainteresowany tym co powiedział Geralt.
-Dziewczynka miała jakiś wrogów?
-A skąd , moja córeczka mogła by mieć wrogów.
-Musiałem spytać.
Sołtys wyszedł bez słowa , a wiedźmin zaraz za nim. Nadchodził wieczór , Geralt udał się do Karczmy aby przenocować.

Rankiem Geralt postanowił wstać wcześniej niż wszyscy aby ostatni raz porozmawiać i wyjaśnić Berengarowi co go zmusiło do czynu którego Berengar nie może Geraltowi wybaczyć. Konia Berengara już nie było , musiał wyjechać w nocy , wydawało się to dziwne Geraltowi. Wiedźmin już miał wchodzić do karczmy gdy ujrzał stado kruków nienaturalnie się zachowujących i skupionych na czymś. Wiedźmin zainteresowany tym podszedł , ptaki odleciały na jego widok a oczom Geralta ukazało się rozdziobane truchło , to było dziecko , bardzo małe dziecko…

1 komentarze:

Gambel pisze...

ZACNIE! Klimacik wrócił! :D