sobota, 9 listopada 2013

A zostaną rozdziobani przez kurki i wrony...







W ostatni czwartek grałem nietuzinkową sesję : od początku - gracze byli nietuzinkowi, ponieważ przyjechało 3 nowych  i podłączyło się do istniejącej kampanii - to byli nowi ludzie więc wszyscy gracze musieli się poznać- tylko ja wcześniej ich znałem. Dalej : mieli wziąć udział w sesji ale gościnnie jedna fajna sesyjka, tak dla hecy - na lajcie. Tak na lajcie, to miała być spokojna sesja, ponieważ wcześniej nie prowadziłem dla całych 6 osób poważnej sesji. Tylko raz prowadziłem dla 7 - skończyła się fiaskiem, ale o tym może powiem kiedy indziej.
Ważne co się wydarzyło w czwartek.
W planach miałem wykorzystanie triku, który był opisany wcześniej - z wykorzystaniem kart 51 Stan, no ale musiałem plany pozmieniać i przygotować mapki, fabułę i postacie do kampanii bez szaleństw, czyli sposobem zapałek - też o tym wcześniej wspominałem.

Mówię jeszcze raz - bałem się jak cholera - wiem, że z dwoma graczami gośćmi podczas sesji Neuroshimy tworzyły się problemy i nie dawałem rady, traciłem kontrolę a sesja przeobrażała się w kłótnie, cóż najwyraźniej od ostatniej gry(bo w neuro graliśmy jakieś 4 miesiące temu) każdy z nas troszeczkę dojrzał.
To dobra wiadomość, powiedziałbym nawet, że bardzo dobra.

OPIS DRUŻNY.
DRUŻYNA ALFA (Goście na sesji)
Medyk Nerg - cały czas nosi przy sobie zestawy chirurgiczne, poza tym ma fajne sztuczki, które pozwalają na leczenie naprawdę ciężkich ran.
Byczek, Wojownik - Lajt - cóż, 4 drzwiowa szafa z ławą pod pachą i ma faje w gębie.
Kordian - technik i dowódca, trochę śmierdzi.(BN - czyli MG)
Bohaterka o nieznanym imieniu - "Adda" - chyba jest mutantką, jest nienaturalna.
DRUŻYNA OMEGA(Stali gracze)
Rave - technik i zarazem dowódca oddziału
Kyria - druga bohatera, ma fiołą na punkcie molocha, wszystko co z nim związane w jej oczach nadaje się tylko do zniszczenia - chyba nie muszę mówić, że nie polubiła zbytnio Addy?
Tomir - taki tępy misiek, ale trzyma ławę pod pachą i karabin, napierdala we wszystko co się rusza.

CZAS I MIEJSCE AKCJI : Czas nieokreślony, wiadomo, że grupa najemników zwaną drużyną omega, dostali misję znalezienia pewnych dokumentów w magazynach farmaceutycznych w zrujnowanym mieście.
Dostali się na miejsce, helikopterem(łałł) i też mieli wrócić nim o ustalonej godzinie.
Teraz podam kilka smaczków:
Na tę misję zostało wysłane kilka ekip - które teraz się gdzieś krzątają i walczą o życie. - drużyna omega nic o tym nie wie - do czasu spotkania z jedna z nich.

a TERAZ:
Zacznę od początku.
Stali gracze kampanii zebrali się około 16, cóż - goście byli trochę później, ale to był dobry czas na rozdanie pedeków za ostatnią sesję i przypomnienie co się wydarzyło w poprzednich odcinkach.
Kiedy przyszli nowi gracze otrzymali ode mnie wcześniej przygotowane karty postaci, a że wprowadzenie fabularne przedstawiłem im dzień wcześniej - mogliśmy zacząć sesję.
Przed 17 - wszyscy usłyszeli - dobra gramy.
Moi główni bohaterowie(stali gracze) spotkali w poprzedniej sesji grupę najemników, więc nie było większych problemów - po prostu goście dostali bohaterów tych, że najemnikóiw więc mogli rozpocząć grę wszyscy razem bez problemów i zgrzytów fabularnych.
              Zawsze na początku daje czas na przejrzenie otoczenia, ogarnięcie postaci ekwipunku itp itp...
Kiedy tak wszyscy beztrosko się śmiali i przeszukiwali złom w okolicy - nagle ktoś zaczął krzyczeć, chyba runęła jakaś ściana i takie tam pierdoły, no roboty molocha, co tu dużo gadać.
I co te biedne  robociki robiły?
Goniły mojego 6 gracza, bohaterkę - mutantkę, pierwszy raz grała w RPG - ale poradziła sobie nieźle - spieprzała gdzie pieprz rośnie, na szczęście natknęła się na resztę ferajny, po walce.. która przebiegła naprawdę gładko,(pierwsze koty z płoty, sobie myślę chyba nie będzie źle - było szybko i dynamicznie) nie licząc kilku ran i jednego bohatera który PRAWIE gryz ziemię, gdyby nie te cholerne medpaki już chłopak po 30min gry musiałby oddać mi kartę postaci.
Idźmy dalej, po małym rozeznaniu - oh ktoś próbuje się z nimi skontaktować przez prawie wyczerpane RADIO -ŁŁŁAAAŁŁŁ!!!
TO generał - dowódca, ma misję dla naszych najemników - oferuje im pomoc, przyleci po nich helikopter ale... muszą najpierw rozwalić park w mieście gdyż zalęgły się tam same monstra i robią burdel dookoła - tak w skrócie.
                          Jak to zrobić?
Podłożyć naprawdę dużo ładunków wybuchowych... lub puścić śmiercionośną chmurę gazu z dawnego zakładu medycznego, oh, ale przecież w mieście był tajny magazyn wojskowy więc nie ma problemu, na pewno jakieś duże c4 będzie. Oh, ale przecież generał ich informuje, że nawiązał kontakt z ekipą pirotechników, którzy zostali osaczeni przez potwory w jednym z budynków bibliotek.
Oh, 30min rozkminy "i co teraz zrobimy?".
Podobało mi się - powiedziałem, macie 10min ale było 30, takie życie.
W końcu decyzja została podjęta, idą ratować pirotechników.
NO i poszli - niczym assassyni po dachach budynków, byle nie zejść na ziemię mówią - tam są potwory tam jest zło.
Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt - że jedna z bohaterek cierpiała na osteoporozę, i kurcze no, spadła.
Została sparaliżowana - nie mogła chodzić. Miała nie żyć - ale mieliśmy dobrego medyka z odpowiednią "sztuczką". - Tak powinna zginąć, upadek z wysokości drugiego piętra - ale szybka akcja medyka i próby pomocy mnie przekonały do tego, żeby dać im szansę i tak zaraz wszyscy zginą. - Pomyślałem. 
Kurwa, nawet nie weszli do obleganego budynku - po prostu ktoś krzyczał "Hey chłopaki wyjdźcie na dach"
- No dobra, niech wychodzą. Po jakimś czasie pirotechnicy wyszli na sąsiedni budynek - z około 20 potworami. Nasi dzielni bohaterowie rzucili liny i takie tam sprzęty przygotowane wcześniej - a odważni piorotechnicy z plecakami ładunków przeszli spokojnie i nawet nikt nie spadł.
- Cały czas ktoś napierdalał w te mutki - była rzeź.
Oki, czas na finałową scenę.
Wszyscy są, 8 luda + 1 sparaliżowana typiara.
Stoją i patrzą z dachu na cały park.
Niczym neodżungla - wyobrażacie sobie? Tam jakiś budynek obrośnięty czymś co się rusza, zmutowane kruki i wrony latają, jakieś dzikie psy, mutki z jednym okiem albo 5 rękoma, rosiczki zjadające wesoło owe pieski i ptaszki, takie tam. 
Stwierdzili, że nie ma się co pakować tam całą ekipą.
 - Aha.? - MG 
Pójdzie tylko dwóch największych dryblasów - po prostu dzida ogień, założą ładunki w samym centrum parku i uciekną. Byli szybcy, silni i mieli "ławki pod pachą" - taka sztuczka - ławnik. czy coś.
No i mieli kilka ran - ale co tam - po małym grzdylu dla odwagi - pizda ogień.
Niech będzie. 
Wlecieli tam, spotkali jakieś drzewa które w momęcie jak biegli starały się im przywalić z "macek?" - "korzeni?". Niestety większość była sparowana...
Gdzie te moje zmutowane kruki i wrony? Ano lecą - biorą ze sobą około 12 kostek(k6) i rzucają się na graczy, wredne ptaki przed nimi nie można tak łatwo zwiać, dlatego każdy wynik na kości 4,5,6 zadaje draśnięcie w 1 turze.
Spoko?
Zaczęła się rzeź.
Mówię, że chyba zdążą w razie czego uciec i zawrócić.
- Nie.
- NO to ok. Gramy dalej.

Oki czas zmienić muzykę na bardziej epicką, skoro wszyscy gracze siedzą w ciszy i słuchaj tylko dwóch ludzi i mg z otwartą japą - coś musi się dziać, trzeba to wszystko jakoś podkreślić.
Biegną dalej.
Jeden z nich pada na kolana nie zdał testu kondycji i dopada go chmara ptaków, nie ma już mięsa na nogach ani rękach - pada, zdołał wykrzyczeć - bierz plecaki!
Teraz już biegnie tylko jeden.
Dopadają go ptaki przed samą budowlą, dyszy skurwysyn ale dyszy chodzić trochę chodzi, chyba już wie, że nie da rady - ale wpada do środka.
Podkłada ładunki.
Dyszy.
Nastawia licznik i zaraz wszystko pierdutnie.
Biegnie z powrotem tą samą trasą między korzeniami, roślinami i dziwnymi drzewami, błotem zostawiając za sobą plamy krwi.
Dobiega do leżącego kumpla, który może już tylko mruczeć, bierze go na plery i chce biec.
NO sory - test kondycji się nie udał, za duże obciążenie i jeszcze rany.
Facet pada z kumplem na plecach na kolana, a potem ryjem w błoto.
Ptaki odlatują chyba się nawpierdalały dość.
- NO to co - przed śmiercią wypijemy po grzdylu?
- Napili się, to było fajne.
Jak ja żałuję, że nie miałem głupiej butelki z wodą- herbatą czymkolwiek, żeby im dać jako mały pieprzony rekwizyt! - to byłoby epickie!
- Łyk
i bum.
Cisza, sesja skończona. 





0 komentarze: