niedziela, 4 maja 2014

Nim przejdziecie do dalszej lektury chciałbym z radością poinformować o pewnym fakcie. Otóż. Udało nam się rozpocząć współpracę z serwisem dla początkujących graczy, którzy chcieliby rozpocząć swoją przygodę w świecie gier planszowych http://www.grydlapoczatkujacych.pl/ 

Macie - korzystajcie! Gorąco polecam!
A teraz przejdźmy do opowiadania, które rozpocznie nową serię opowiadań - co o tym myślicie?
Dla mnie bomba. 

-Prolog-


-Gdzie jest Dawid?! Był tuż za nami! O Boże, o Boże! Nie mamy szans! Oni nas rozszarpią!-krzyczała Alice, która co kilka chwil potykała się o gałęzie. Porozrzucane były po całym lesie, który przepełniała złowroga ciemność i odór rozkładających się ciał. Wiele drzew miało zdarte kory, a na ich miejscu znajdowała się wyschnięta krew. W oddali na skraju lasu rosły potężne dęby, a pod ich ciemnozielonymi koronami przybici byli ludzie, większość z nich była martwa. Wisiały też siwe szkielety i rozkładające się ciała skubane przez czarne kruki. Na jednym z dębów wisiał żywy człowiek, który niczym pluszowy miś postawiony na wystawie, cierpiał w bezruchu. Jego jęki wyraźnie docierały do Alice. Widziała go dokładnie. Nagie ciało mężczyzny pokrywały rozszarpane rany zadane przez ostre dzioby sępów, a skóra wybrudzona była popiołem, który niemiłosiernie intensywnie padał nad Dystryktem Ocalenia przez ostanie cztery dni. Razem z Jimim i Dawidem uciekała po ataku „Ich” na Obóz Atsurtarznów.
-Zamknij się i biegnij! Oni są bardzo blisko... Jeżeli przed nocą nie znajdziemy schronienia, to nas zabi...aaaa o cholera! Moja noga!-Jim nadepnął na okrągłą pułapkę przeznaczoną dla lisów. Alice gwałtownie zatrzymała się i wolno odwróciła wzrok w kierunku swojego towarzysza. Jego kostkę zmiażdżyły stalowe zęby, czerwona krew płynęła z otwartej rany wprost na białe stokrotki rozsypane po mrocznej okolicy. Gdy ogarnięta szokiem przyjrzała się, zauważyła wystające, połamane kości. Alice wiedziała że Jima już nic nie uratuje, „Oni” byli bardzo blisko.
-Jimi!-łzy spłynęły po jej brudnym policzku.
-Nie martw się... o mnie... już mnie nie uratujesz!-wrzeszczał z powodu bólu-uciekaj! Biegnij w stronę doliny! W stronę....-Jim nagle ucichł. Jego twarz z przerażenia(lub wskutek ubywającej krwi), zamieniła się w okropne siedlisko albinizmu. Krzyki rannego powodowały coraz większy płacz u Alice. Jimi szybko to zauważył. Ubrudzoną od krwi i błota dłoń delikatnie położył na gorącej szyi dziewczyny, przyciągnął ją do siebie i szepnął:
-W stronę Mortuary...-drobna blondynka, mocno go przytuliła-a teraz uciekaj już stąd... Nie chcę widzieć... jak Oni ciebie gwałcą... i rozszarpują na moich oczach...
Mężczyzna stanowczo odepchnął swoją zapłakaną towarzyszkę. Przez parę sekund, w milczeniu wymieniali spojrzenia lecz nagle, od strony brązowego bagna, usłyszeli głośny i potężny odgłos trąby, który zagłuszył jęki ukrzyżowanego mężczyzny.
Trąby Wściekłości stanowiły pierwszą oznakę pojawienia się „Ich” w okolicy. Wędrowali hordami, atakowali hordami, grabili hordami i hordami gwałcili. Wędrowcy bez stałego obozowiska nie mieli szans na przeżycie, a jedyną szansą na przetrwanie stały się Dystrykty. -Uciekaj Alice! Uciekaj!!-wrzeszczał uwięziony mężczyzna. Alice wyciągnęła ciężkiego Desert Eagle i wycelowała nim w głowę Jimiego.
-Nie zabijaj mnie! Jeżeli... ulżysz mi w cierpieniach... dogonią ciebie... i zarżną jak zwierze.... Uciekaj!
Słone łzy dziewczyny kapały na zakrwawione kości rozkładającego się i nadgryzionego wilka, który przykryty był cienką warstwą padającego popiołu. Gdy Alice zaczęła uciekać, potrąciła zwłoki zwierzęcia. Czarne, wijące się robaki wypadły z padliny, a drobna blondynka sturlała się po leśnej ścieżce w stronę doliny. Wpadała w paskudne kałuże błota, krwi i popiołu, a co kilka chwil strącała martwe ciała zwierząt tak samo jak kula strąca nieruchome kręgle. Dolina rozciągnięta była wzdłuż dwóch ogromnych lasów dębowych, które znajdowały się na klifach, dzięki czemu obszar stanowił depresje. Czerwone zachmurzone niebo rzucało krwistą poświatę na okolice. Prosta, szeroka na pięć metrów polna droga biegła przez środek istnego piekła na ziemi, a po obu jej stronach rozciągnięta była żółta, gnijąca trawa, którą gdzieniegdzie przykrywały odchody padlinożerców.
Uwagę Alice przyciągnął wrak ciężkiego czołgu. Opuszczony wiele lat temu, stał bezczynnie z lewej strony jałowej drogi. Jego zardzewiałą karoserie obrastał zielony mech, a zatęchłe wnętrze maszyny zamieszkiwały czarne wdowy, które w bezruchu czekały na potencjalną ofiarę. Ogromny, jasno-pomarańczowy pająk z odnóżami ostrymi jak brzytwa, zwisał na grubej białej sieci przypiętej do rozszarpanej lufy. Pół kilometra od wraku na stromym wzniesieniu pomiędzy dwoma dębowymi lasami, dziewczyna zauważyła szeroką deskę. Przymocowana do masywnych, brązowych belek, zwisała nad piaszczystą ścieżką.
Czerwone niebo wypełniały masywne, ciemno-pomarańczowe obłoki, które gdzieniegdzie przeplatały się ze słabymi promieniami krwistego słońca. Pogoda nad Dystryktem Ocalenia, nad całym terytorium dawnej Rzeczypospolitej i nad całą ziemią nie zmieniała się od czasów Trzeciej Inwazji. Granica pomiędzy dniem a nocą została zatarta, a jedyne co pozostało ludzkości to półmrok.
Przestrzeń wypełniły odgłosy przerażającego krzyku i salwy mrożącego krew w żyłach dźwięku potężnych trąb. Alice resztkami sił dobiegła do piaszczystego wzniesienia. Podniosła przekrwione oczy w górę i wymamrotała pod lekko zatartym nosem napis na spróchniałej desce: „Przechodniu, powiedz rodzinie że stoisz przed Bramą Piekieł, wchodząc tu odnajdziesz schronienie lub śmierć. Witaj w Mortuary...”


-1-
Miasto Deszczowego Człowieka

Do miasta prowadziła stumetrowa betonowa droga z dwóch stron otoczona wysokimi ścianami, które powstały z leśnych skarp. Na uboczu ścieżki stały zatęchłe drewniane szubienice, a nad nimi zwisały odwrócone chrześcijańskie krzyże. Alice przebiegła całą trasę nie zwracając uwagi na machiny śmierci.
Kilka metrów przed mostem dziewczyna niefortunnie zahaczyła poranioną stopą o ciężki kamień i z impetem spadła na twardą drogę. Poczuła mocny ból głowy i gdy spojrzała w górę, ujrzała wojskowe buty na których oparta była lufa czarnego shotguna. Jedyne co zapamiętała przed omdleniem to przeraźliwy wrzask „Ich” zza jej pleców.
-Wstawaj żydowski pomiocie!-Alice została oblana zatęchłą wodą z wiadra. Drobna blondynka, lekko podniosła głowę. Po jej włosach kapała woda wprost na drewnianą, zakurzoną podłogę. Znajdowała się w ciemnym, ciasnym pokoju, który przepełniał odór zaschniętej krwi i ludzkiego potu. Zdarto z niej ubranie, pozostawiając tylko bieliznę, przywiązano ją do zimnego krzesła.
-Gdzie jestem! Co ze mną zrobiliście?!
-Zamknij się! Jesteś w Mortuary, uratowaliśmy ciebie. Teraz wszystko zależy od Niego, hehehe... Masz szczęście że jesteś kobietom bo jeżeli nie masz nic wartościowego do zaoferowania, to zawsze możesz zaoferować siebie... Naszym chłopcom w koszarach na pewno się to spodoba! Hahah!-wykrzyczał w stronę Alice, dobrze zbudowany, łysy mężczyzna. Chłopak do swojego pasa miał przyczepioną ostrą maczetę, która swobodnie zwisała obok lewej nogi. Na barku żołnierza spoczywała lufa czarnego shotguna, a na brudnym czole posiadał wytatuowany pentagram.
-Nigdy się wam nie oddam zboczeńcy!
-Inaczej zginiesz lub powybijamy ci zęby. Wybierz co chcesz, ale i tak o wszystkim zdecyduje On.
-Kim jest On?!
-On będzie twoim wybawieniem lub oprawcą. Nazywamy go Deszczowym Człowiekiem. Tak naprawdę to nie jest człowiek... w sumie to nikt nie wie czym jest... Wiem tylko jedno! Odnoś się do niego z szacunkiem inaczej zabawią się tobą „Oni”. Deszczowy jest tutaj władcą absolutnym... idzie! Nie patrz mu się w oczy!-nagle otworzyły się drzwi. Żołnierz opuścił wzrok w dół.

~Bartosz Kuczkowski 

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Myślę, że to bardzo dobry pomysł wprowadzenie w tematykę waszego bloga treści postapo...
Żywego postapo - nie martwego - który się nie rusza po 3 częsciach "opowiadania"