piątek, 10 października 2014

Osegorn 3,5#

3,5#




*
Mrok, zapach wilgotnej ziemi i cisza jaka panowała wokół aż witały podróżników w podziemiach tego czegoś, czego korytarzy nawet zobaczyć nie można było. Jedynym punktem odniesienia, po którym mogli zorientować się w kierunkach okazał się zsyp, którym nasi wędrowcy dostali się pod wzgórze na którym chwilę temu leżeli chroniąc się przed wrednie zimną nawałnicą.
Otoczenie jakkolwiek wilgotne z jednym wyjściem pod górę nie dawało prawie żadnych perspektyw spędzenia czasu inaczej jak siedząc w miejscu, w którym obecnie się znajdowali.
- Kroter!..... Kroooter!!!...... Kroterrrr!, Psia Twoja mać, jesteś w reszcie, gdzie się szlajasz do ciężkiej cholery!!- rzucił bluzgiem jak zwykle dowódca- Myślisz, ze jak jest to twoja pierwsza wyprawa to cię będziemy ratować jak zabłądzisz w tych parchatych korytarzach?!
-Uratowałeś mi co prawda życie…ale bez przesady…; po czym charknął i splunął na przeciwległą ścianę.
Mech, pod wpływem spływającej po ściennej mozaice plwociny, rozjarzył się zielono błękitnym blaskiem oddając tym samym znikome światełko w ciemnym jak noc tunelu. Tym samym uwidaczniając wzór składający się na cały obrazek przedstawiający scenę pochówku jakiegoś mitycznego króla.
Scena przedstawiała korowód żałobników odprowadzający lektykę z martwym władcą do krainy podziemi. Dokładny układ kolejnych postaci został zatarty przez upływ czasu i wilgoć panującą u wejścia. Jedyne co Korhan, dowódca oddziału mógł dostrzec przy słabym świetle na ścianie to kolejne postaci konduktu. Każda z nich niosła jakąś rzecz, która mogłaby pomóc denatowi w przejściu do następnego świata lub w życiu już po przekroczeniu bram śmierci. Wzdłuż całej mozaiki na górze i dole, jak taśmy wieńczące skraje sukni, biegły ciągi znaków alfabetu Dawnych na złotym tle, którzy najwidoczniej mieli tutaj swoje cmentarzysko.
-Lepiej się nie zapuszczajmy dalej.- rzekł Yiedar, zwiadowca- Nigdy nie wiadomo jakie Licho drzemie na straży spoczynku dawnych króli.
-Eeee tam…. Za to wiem, co znajduje się wokoło sarkofagów takich bogaczy. Wyobraźcie sobie, mieć topór mitycznego władcy…wieczna sława…góry złota… zastępy kobiet na zawołanie i tysiące wiernych wojów;- rzucił niedbale acz z błyskiem w oku Dirson, wojownik o wytatuowanej twarzy, robiąc ruch jakby zamierzał zbadać dalsze części korytarza kurhanu;
- Nie boisz się klątwy?!
- Jakiej klątwy… To mity i zabobony. Nikt od tysiąca lat nie słyszał, żeby jakaś klątwa Dawnych się spełniła. Ja idę, wy róbcie co chcecie.-tymi słowami Dirson pożegnał współtowarzyszy odwracając się na pięcie. Pomaszerował dość miarowym tempem.
Od tej pory o jego istnieniu  świadczyły tylko równe odstępy uderzeń butów na kamiennych płytach
- Czy wyście słyszeli tego skórw… -Korhan nie dokończył zdania, gdyż przerwało mu zawołanie młodego;
-Zobaczcie co znalazłem!!  Prędko!!!
-Co drzesz gębę jak stara baba owłosioną pi….-tutaj dowódca zamarł w pół słowa widząc fresk, który odkrył Kroter, odłupując swoim nowicjackim nożem część mozaiki.
Fresk przedstawiał również scenę z życia Dawnych. Na malunku widniała główna sala owego kurhanu, gdzie na piedestale pomiędzy czterema kolumnami oznaczonymi kolejno symbolami żywiołów natury, nad kręgiem ognia  unosiła się postać młodej, ponętnej kobiety o ciemno oliwkowej cerze odzianej w mokre, czerwone, przylegające do krągłego ciała szaty. Pomimo wilgotnego, od wody i potu, materiału jej kruczoczarne włosy zalotnie podniesione zgrabnymi dłońmi rozwiewały się na wietrze podkreślając zmysłowość postaci; jak gdyby uwydatnione, jędrne piersi odkształcające  suknię nie robiły tego dostatecznie dobrze.
U stóp piedestału, wokoło stosu  broni oblanej świeżą krwią, można było dostrzec mężczyzn  różnych epok i kolorów skóry w samych tylko przepaskach na biodrach, oddających pokłon ponętnej kobiecie z piedestału. Im bliżej znajdowali się aury uchodzącej z jej krągłego ciała, tym mężczyźni na fresku byli chudsi i bledsi, aż do całkowitego wyschnięcia.
-Noooo, młody. Niech cię krasnolud wyrucha. Ty to masz szczęście… nie ma co;- pochwalił Krotera Korhan- Jak jeszcze uda ci się przeżyć tę przygodę to sam odnajdę kamień zodiakalny dla twojego tatuażu Żelaznego Imienia, hehehe;
-Dobra, dobra…zobaczymy jak to się najpierw wszystko skończy. Póki co, musimy ratować Dirsona. Inaczej możemy już nie oglądać jego szpetnej mordy. Gdyby konie nie uciekły miałbym więcej niż procę i nóż nowicjusza….;
-Za to mój koń mnie nie zdradził, heh- dowódca zbliżył się do swojego wierzchowca, po drodze wydmuchał w palce nos, po czym rękę wytarł w spodnie a na końcu wyjął z juków miecz jednosieczny o zgrabnej, długiej głowni.
-To dla ciebie młody. Weź. Co prawda miał być na sprzedaż, ale w pełni na niego zasługujesz- po czym podał miecz Kroterowi.
Ten ujął broń w obie dłonie nie wierząc w to, co się dzieje. Złapał prawą ręką za trzon, obłożony dębową okładziną  oraz dodatkowo owinięty skórą, następnie wyciągną ostrze z pochwy. W tunelu zrobiło się jakby jaśniej, gdyż dobrze wypolerowany brzeszczot odbijał nawet nikłe promienie światła.
- Co oznaczają te symbole? Są podobne do tych ze ściany…
Korhan ściągną brwi, wygładził brodę po czym wyrecytował: „Deir hyes hniyee cyer„. Co we wspólnym oznacza: „Niech się dymią”;
- Aaaaaaaa….. No dobra. heh.  Jestem pod wrażeniem wiedzy. Ale jak to rozumieć?
-Skąd mam wiedzieć?! Ty młody jesteś zawsze najmądrzejszy to kombinuj. Podpowiem tylko, że podarował mi go pewien krasnolud w zamian za uratowanie życia, gdzieś we zachodnich górach w pobliżu Płaskowyżu. Więc miecz jest ich produkcji, ale o napis mnie nie pytaj…
-O, właśnie- dodał po chwili- tamten mały brodacz mówił coś o Księdze Okrzyków Bohaterów. Nic więcej nie wiem.
-Dobra ptaszki! –wtrącił się jak dotąd cichy Yiedar zwiadowca- za chwilę włożycie sobie języczki do gardła z tej słodyczy.- po czym splunął.
-Ja mam przy sobie moich bliźniaków- jak pieszczotliwie nazywał swoje lekkie toporki- jestem gotów, żeby iść i spuścić łomot tej dziwce ze ściany o ile na nas czeka.
- Skąd wiesz, że ona tam jest?- Korhan nie ukrywał zdziwienia;
-Nie wiem…..A właściwie wiem. Chociaż nie jestem pewien. Wyczuwam ją.
Obawiam się, że do pewnego stopnia mogę być z nią związany więzami krwi….

 

1 komentarze:

Paweł Ferens pisze...

"Niech się dymią"
W tłumaczeniu na język Dawnych będzie brzmiał: "Deir hyes hniyee cyer"

A dla ciekawych. Dźwięczna wymowa tej frazy wygląda następująco: [deir hjs hńje kjr]
Wiem, że boli gardło... :D