poniedziałek, 17 listopada 2014

Osegorn #4



Tym czasem Dirson miarowym krokiem podążał w głąb kurhanu po idealnie ułożonych, gładkich płytach chodnika  spiralnego tunelu. Nie dostrzegł różnicy w wyglądzie otoczenia, właściwie to niczego nie widział poza czerwonawą łuną na końcu tunelu.
Długo nie trwało kiedy zatrzymał się za klęczącymi, starożytnymi rycerzami przed Władczynią Zmysłów, choć obecnie z całej zmysłowości pozostały rzadkie kępki sfilcowanych włosów i równe rzędy kości klatki piersiowej uwydatniające się przez skórę koloru starej cytryny.  Z jej piersi pozostały zasuszone, nieokreślonego kształtu płaty zwiotczałej skóry majtające się przy każdym ruchu powietrza. Pomimo wiedźmowatej szpetoty Dirson nadal widział w niej piękność z fresku…. .
Reszta bohaterów biegła na ratunek. Dotarli w momencie, w którym wojownik klękał składając swój topór o podwójnym ostrzu na kamiennej posadzce przed sobą. –Nieeeeee!!!!- krzyknęli we troje, lecz to nie powstrzymało Dirsona, oddał pokłon kobiecie z piedestału  po czym zanurzył się cały w trujące opary, które z wolna zaczęły go obejmować.
-Twoje kurwa niedoczekanie- rzekł niby w zamyśleniu do siebie Yiedar podnosząc z podłogi kawałek właśnie znalezionego jakiegoś świetlistego metalu, po czym rzucił nim prosto w lewitującą wiedźmę. W tym samym czasie pozostała dwójka pozbierała z posadzki wojownika w brew jego woli i niosąc go razem z toporem zaczęli się wycofywać w stronę włazu wejściowego.
Rzucony kawałek metalu trafił wiedźmę idealnie między zasuszone pozostałości po dawniej pełnych piersiach.
Później rzeczy potoczyły się nader szybko. Po otrzymaniu ciosu wiedźma wydała z siebie obrzydliwie tępiący pisk. Zasuszeni wojownicy wszystkich epok zaczęli się podnosić z klęczek podnosząc swoją broń dalej kierując w stronę grupki przyjaciół. 
Oczywiście Dirson będąc pod wpływem narkotyku był bezużyteczny, więc przyjaciele stanęli we trójkę w poprzek tunelu przygotowani do walki. Drobnym sprzymierzeńcem okazał się upływ czasu, ponieważ pierwsza dwudziestka ożywionych sługusów wiedźmy rozpadła się pod wpływem ruchu i ciężaru broni oraz swojego nieszczęścia; za to pozostała pięćdziesiątka była bardziej ruchawa.
- Niech się dymią!!!…. ryknął Kroter i cięciem swojego, nowego miecza wzbogaconym o furię i pęd powalił najbliższych pięciu umarlaków, którzy stanęli w płomieniach. Towarzysze oniemieli patrząc na to, co przed chwilą miało miejsce. Na zgrai zasuszonych wojaków, którzy kolejno wchodzili w ogień, zapalając się  i przewracając, nie zrobiło to żadnego wrażenia, czołgali się dalej roznosząc płomienie.
Tym czasem Korhan wycofał się aż pod właz próbując go podnieść, okazał się dziwnie cięższy i nie do ruszenia. Z nerwów walnął czekanem w ścianę nieopodal fresku, od której odpadł wielki płat tynku odsłaniając zabite deskami przejście.
-Chłopaki, chodźcie tutaj, prędko!!!!- krzyknął zabierając się do odrywania desek z mocowań- szybko pomóżcie mi, a może uda nam się uciec.
Kiedy tylko Kroter z Yiedarem dotarli do dowódcy od razu zabrali się do rozbiórki przeszkody. Udało się im oderwać dwie grube dechy co pozwoliło na wejście do prostego w budowie korytarza. Nie tak kolorowego i gładkiego jak ten który już znali, za to oświetlonego pochodniami gorejącymi od momentu otrzymania porcji powietrza.
-Spójrzcie- rzekł do reszty drużyny Yiedar- co tam leży?
-Pewnie śmieci… -odparł Kroter
-Gówno tam, śmieci- Korhan splunął i podszedł do znaleziska. –Przecież to szkielet, do tego owinięty w magiczny welon przekleństwa.
-O co tu mogło chodzić?- spytał nowicjusz, mieczem podnosząc materiał.
Tym czasem zdechlaki, jak pieszczotliwie nazywał nieumarłych dowódca Aragenów, dotarły do drewnianej zapory. Drewno zatrzeszczało informując o granicach wytrzymałości, a nie wiadomo skąd uzbrojonych po zęby żywych trupów przybywało co raz więcej.
- To co robimy?- rzucił pospiesznie Yedar- bo widzę że nie wygramy tego starcia. Korhanie, ty jesteś najbardziej doświadczony w bitwach  i jesteś naszym dowódcą…..-urwał myśl tworząc ciszę wywierającą presję.
- Jak to, co robimy? Robimy to, co nasi przodkowie zrobili w bitwie pod Korhanis w drugiej erze. Zastosujemy taktyczną symulację odwrotu- rzekł twardo dowódca Korhan.
- Więc,………uciekamy?- stwierdził Kroter odwracając się na pięcie;
-Ja to nazywam takty…- i Korhan nie dokończył kolejnej mądrości, bo w tym momencie pękły deski blokujące wejście a fala nieboszczyków poczęła sunąć w ich stronę, stopniowo przyspieszając. Ponadto z przeciwnego końca tunelu dał się słyszeć wściekły syk, właściwie coś między sykiem a piskiem mordowanej przez kota myszy, który ostatecznie rozniósł się po całym kurhanie mieszając się z kwikiem mordowanego właśnie konia.
Dowódca spuścił głowę wypuszczając powietrze w geście ostatniego pożegnania swego przyjaciela.
Po czym podniósł głowę na powrót zwracając się do towarzyszy:
-Biegiem, na śmierć i zatracenie- pogonił drużynę głąb nowego tunelu  Korhan rozwalając czaszkę najbliższego zdechlaka.
No i pobiegli…..
Daleko uciekać nie musieli, gdyż tunel kończył się praktycznie parę metrów dalej za zakrętem. Cała trójka wypadła na schody, otaczające piedestał wiedźmy, potrącając jeden drugiego. Kroter pchany przez Yiedara złapał o tyle równowagi, że przed upadkiem wykonał dwa piruety wypuszczając miecz z ręki, który poszybował przez salę przebijając na końcu wiedźmę.
Dalej poszło sprawnie. Na początek wszystkie pędzące tunelem umrzyki na usługach czarownicy rozpadły się w proch, z tym że cały ów proch z rozpędu lądował na bohaterach. Sama wiedźma poczęła zmieniać kształt jednocześnie opadając na posadzkę zalaną zaschniętą krwią. Wijąc się, skręcając i ponownie wracając do swej pierwotnej formy starucha wydaliła miecz ze swego ciała. Widząc to Yierdan podbiegł do niej, podniósł miecz Krotera i zamachnął się żeby rozciąć przeklęte cielsko na połowę lecz opuścił broń, gdy nagle przed zwiadowcą zamiast starej wiedźmy stanęła półnaga, czarnowłosa, zmysłowa kobieta.
Zalotnym krokiem obeszła dookoła mężczyznę czarując go swymi wdziękami. Lecz kiedy chciała przekazać swemu oblubieńcowi ostatni pocałunek jego życia, Yierdan odepchnął piękność na wyciągnięcie ręki i bezceremonialnie urżnął wiedźmie łeb. 


0 komentarze: