czwartek, 13 listopada 2014

Mam dla was skromny tekst pochodzący z dawnych lat. To gość z Ostatniej Dzielnicy... Możecie go wykorzystać na swoich sesjach, bierzcie i korzystajcie. Potraktujcie to jako inspiracje ( jeśli mogę to tak nazwać )



Znalazłem kiedyś małą jaskinie w której była cała masa sprzętu i trudno było po prostu wyjść niczego ze sobą nie zabierając. Niestety, jak to w takich historiach bywa – zaatakowało mnie jakieś monstrum, jakiś pierdolony mutant z dwoma głowami i wielkim ogonem, chuj go tam wie co to było, nie pamiętam co dokładnie się wydarzyło a równie dobrze mogę powiedzieć, że potwór  ział ogniem. Obudziłem się ledwo żywy w jakiejś małej chatce a przy mnie stało kilku facetów w brudnych fartuchach ubabranych krwią. Miałem otwarty brzuch i klatkę piersiową a w niej biło jakieś mechaniczne serce napędzane przez małe koła zębate, o mało nie zszedłem na zawał! Taki mały czarny żart, tak naprawdę to byłem pozbawiony uczuć i wszelkiego strachu. Dziwne, prawda? Ta krótka historyjka ma być wstępem do opowieści którą chcę wam zaserwować, opowieść o pewnym miejscu, o którym prawie nikt nie wie tylko krążą legendy.

Otóż – dostałem się do Pan Fonix, jakieś zapyziałe centrum ukrytej nekrotechnologii. Kumacie tę definicję? Naukowcy przeprowadzają eksperymenty i starają się przywrócić życie poległym. Pieprzeni wskrzesiciele. Mogli mnie zostawić takiego jakim byłem nie musiałbym patrzeć na to gówno znowu przez sztuczne oko z sztucznym sercem. Czułem się jak mutant. Miałem chyba w sobie więcej molocha niż roboty przez niego tworzone. Człowiek i maszyna. Sory, zdechły człowiek i maszyna. Zastanawiam się co do cholery przyszło tym psychopatom do głowy, żeby bawić się w wskrzeszanie ludzi. Odpowiedzi na to pytanie do dziś szukam. Jednak bardziej od tego co ich wzruszyło do czynienia takich rzeczy ciekawi mnie jak oni czegoś podobnego mogą dokonać w dzisiejszym świecie i dlaczego ukrywają się przed całym światem skoro to jest takie cudowne. Możecie sobie przecież to wyobrazić co zrobiłby Front z takiej technologii? Myślicie, żeby pogardzili wynalazkiem dzięki któremu można byłby przywrócić do życia żołnierzy by ci mogli stanąć do walki po raz kolejny i być może stać się jeszcze silniejsi dzięki rozwinięciu tej technologii? Nie wiem. Trudne pytanie. Możliwe, by wyrżnęli całą wiochę w pień i wszystkich naukowców oskarżyli o służenie molochowi. Więc i może ja jestem sługusem tostera? Nie wiem jak to sprawdzić. Posiadam wolną wolę, nie ma nadnaturalnych zdolności. Po prostu żyję, jestem trochę słabszy niż przed śmiercią. Nowością może być fakt, że nie muszę jeść. Czy to nadnaturalna zdolność? Nie powiedziałbym. Może po prostu efekt uboczny celowy przy montażu żelaznego czegoś w moim ciele. Nie posiadam uczuć ale zabijać mam ochotę. Nie wiem czy to emocje. Nie powiedziałbym i nie nazywał tego tak, raczej to instynkt. Mówili że wszczepili mi coś dzięki czemu mogę czerpać energię do życia i funkcjonowania przez agro-firutalny wszczep jonizujący wstrzykiwaną adrenalinę do mojego ciała przez półmartwe układy nerwowe – albo coś podobnego, nie znam się na medycynie. Tylko, że ja nie czuje nic. Mogę tylko zabijać. Trochę poplątane prawda? Cholera już sam nie wiem czy ja naprawdę żyję… a może moja historia jest zmyślona i jakiś moloch wszczepił mi coś do łba i dowiem się tylko o tym jeśli rozbije sobie czaszką i zajrzę do środka.

Może opowiem wam o wiosce w której wydaje mi się, że żyłem albo żyłem naprawdę. Zresztą do jasnej cholery czy to jest ważne? Powiem ci co wiem i pójdę sobie i nigdy więcej mnie nie zobaczysz.

Pan Fonix to kompleks podziemnych jaskiń gdzie ludzie jakimś cudem wstawili kontenery, pozbijali drewniane chaty i wydłubali gliniane mieszkanka a teraz tam żyją. Możesz zapytać z czego? Gdzieś w głębinach trafiłem na uprawę jakich dziwnych roślin, które mogą rosnąć tylko kiedy są odcięte od słońca. Ciekawe prawda? Musieli to żreć no oczywiście też hodowali jakieś świnie, które były karmione tą zieloną papką z jaskiń. Resztę potrzebnych rzeczy ludzie zwanymi przez miejscowych Ugrabiaczami przynosili z powierzchni czy to rabując czy też handlując z innymi. No i jakoś się wiodło.  Władzę sprawowała gromada naukowców, którzy posługiwali się wcześniej przerobionymi strażnikami i bandytami(czytaj postawili ich na nogi po śmierci). Rzecz jasna nikt nie mógł mieć w wiosce broni poza gwardzistami tym samym nikt im nie mógł podskoczyć a każdy występek przeciwko jajogłowym czy też milicji kończył się egzekucją. Mieszczaństwo miało tylko pracować za zieloną papkę. Mięso żerli tylko ci w białych fartuchach. Pamiętaj, wszędzie są równi i równiejsi tam to powiedzenie sprawdzało się idealnie. Muszę powiedzieć, że naprawdę dziwni ludzie tam mieszkali, wszyscy byli jacyś cisi i przerażeni. Tak naprawdę nie ma co się temu dziwić, atmosfera była ciężka wszak nie można było nawet złego słowa powiedzieć o władzy, więc każdy chodził jak na tykającej bombie z granatem w dupie bez zawleczki. Donosy i jeszcze raz donosy. Jak za komuny…

Społeczność była dziwna to prawda… naukowcy też, atmosfera również. Wszędzie unosił się zapach zgnilizny i zielonej papki z domieszką aromatów rozkładającego się ciała. Cholera, kiedy mnie postawili na nogi ledwo chodziłem. Musiałem przejść przez cały korytarz zrobiony z desek na psudołóżkach leżeli oni – rozbabrania w mniejszym lub większym stopniu faceci i kobiety nawet dzieci. Testowali na nich coś, gadali między sobą po cichu, notowali coś w kajecikach. Koszmar. Szedłem ale nie czułem strachu może zbierało mi się na wymioty ale nie wiem czy to od tego widoku. Twierdzili, że to co zjadłem przed śmiercią muszę zwrócić. Nie znam się na medycynie po raz kolejny mówię i nie wiem czy jest możliwa operacja kiedy się jest obchanym skórami węza pustynnego ale również mogę się zapytać w jaki cholerny, kurwa sposób ja znowu żyję?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudne. Niektórzy gadali we wiosce, że oni naprawdę potajemnie kontaktują się z molochem i to od niego te wszystkie zabawki. Może to prawda.
Kiedy przyszedł czas na to bym ich opuścił i zakończył swoją gościnność gdyż nie chciałem by i mi wyprali mózg do reszty przez tę ich cholerną zieloną papkę i paplaninę. Musiałem coś zrobić, postanowiłem uciec. Jednemu strażnikowi wyrwałem broń kiedy podawał mi kolację, zdzieliłem przez karczycho. Położył się jak długi na posadzce, szybko się przebrałem w jego mundur i położyłem na swoim miejscu. Chwilę później przybył drugi strażnik i pytał co się dzieje. Stwierdziłem, że posiadałem ukryte zdolności aktorskie. Gość się nie skumał, że przed chwilą zamieniłem się rolami z jakimś fagasem z jego drużyny ale to dobrze punkt dla mnie. Chwile błąkałem się jeszcze po wiosce szukając wyjścia aż je znalazłem i dwóch strażników, którzy stali na bramce. Kiedy mnie zobaczyli, pokłonili się i przepuścili. Mówili coś „ o Wielki! Będziemy czekać na twój powrót ” i po prostu przeszedłem a oni w tym czasie padli na glebe.




0 komentarze: