środa, 26 listopada 2014

Rzecz o gównie zwanym Dungeons and Dragons.

Chyba muszę przyznać, tak jestem rasistą. Zresztą widać to po tytule, dlaczego? Dowiecie się później. Póki co wiemy, ze wpis będzie o Dungeons and Dragons, reszta tytułu może być myląca.




Zaczniemy od początku. Pan Wojciech Wons, dowiedział się, że istnieją erpegi, po czym fikną z radości i przy pomocy kumpla z internatu stworzył pierwszą postać do Neuroshimy w swoim życiu. Do dziś pamiętam, że to był Władca Zwierząt. Nic, nieważe. Dowiedziałem się później, że istnieje erpeg w którym walczy się mieczami i tak dalej. No fiknąłem jeszcze raz z radości… ale grałem Neuro i nie interesowałem się owym napierdalaczem mieczami.

Nastał dzień w którym mój nowo poznany przyjaciel (poprzez erpegi, dziś z nim prowadzę bloga) grywał w DnD.
WoooooW

- Dawaj pedeefy. – Powiedział Wojtek

Klik, otwórz PDF.
Pach, czar prysł.

Ta jakaś niepotrzebna złożoność tego systemu była dla mnie, bezsensowna.
Mijały lata i całe wieki, aż w końcu miałem przyjemność zagrania w DnD. Było fajnie, nie zajebiście ale pozytywnie. Mój MG nie zrozumiał albo nie doczytał czyli po prostu też jak ja nie przeczytał podręcznika i prowadzi nas w Pół DnD w swoim świecie tak to mogę nazwać.

No dobra ale co się stało, że zacząłem czytać podręcznik po ponad roku do DnD 3.5 po czym kupiłem normalnie książkę do kolekcji gier na półkę? Przez tydzień siedziałem jak głupi i czytałem, myślałem nad sesjami, całymi kampaniami. Walka mi się spodobała, rzuty, emmm no wszystko.
A początek to wszystko ma w
Nudzie.

Z nudów zacząłem czytać to dobre gówno  jak by to powiedział jakiś czarnuch. Nie będę pisał recenzji tego – OCH NIE. Chyba bym zgłupiał.
Chciałem się tylko podzielić pewną refleksją. W życiu a tym bardziej w erpegach wszystko to co najlepsze ( zaraz coś palnę głupiego) rodzi się w nudzie.

0 komentarze: