niedziela, 25 października 2015




Witajcie. Tak jak domyślacie się po przeczytaniu tytułu, w dzisiejszym poście opiszę sesję Warhammera (2ed), kampania nosi nazwę "Deszczowe Dni" (cóż za odkrywcza nazwa...).







REFLEKSJA MG 
Nie obędzie się bez przemyśleń, krótkich ale zwięzłych. Nie wystartowałem z warhammerem bez obaw, pierwsze co - to nowi gracze i nowi ludzie z jakimi mi przyszło grać. Druga sprawa - jestem w pewnym rozdarciu, ponieważ sama mechanika rzutów, profesji, wiatrów magii jest super, jednak świat (według mnie) nie posiada ani jednego aspektu który mógłby zachwycić me serce.(Być możę jeszcze go nie odkryłem).

Neuroshima jest genialna, swój zachwyt nad tą grą zawdzięczam molochowi. Ktoś może porównać go chaosu w Starym Świecie jednak myślę, że to zupełnie co innego. Kolejna sprawa to Tornada - cudowny motyw z jakim jeszcze się nie spotkałem.
DnD ( i ten kochany Fejrun ) Błagam wyrzucić wszystko związane z levelowaniem postaci, wyrzucić tabelki i zostawić same - opisy. Ten świat wydaje mi się tak napakowany bajką, magią aż do przesady, lecz ma coś w sobie. Chyba dlatego stał się podwaliną dla wielu innych erpegów...

Nie wiem co powiedzieć o Warhammerze. Chaos? - No cóż. Coś tam niszczy to imperium nie, główny aspekt świata który go formułuje jest po prostu "mdły"? Mutanty - Gramy w Neuroshimę? - a nie to fantasy, sory. Zwierzoczłeki(nadal Neuroshima)? No ok niech będzie z tego wszystkiego są najbardziej interesujący. Kultyści, demony, wampiry - eee. O reszcie nie będę mówił i komentował gdyż zdaje sobie sprawę z tego, że przecież "Młotek" jest ulubioną grą wielu, wielu ludzi więc zaraz
ktoś powiesi na mnie psa. Tak jak ja to zrobiłem przed chwilą.

Imo wszystko zaczynam to prowadzić, mam nadzieję, że coś w końcu "ujmie" serce me. Gdyż muszę powiedzieć, że prowadzi się dość fajnie.



KAMPANIA " DESZCZOWE DNI" 
Nie wiem czemu tak ją nazwałem, ale przez całą pierwszą sesję lało.
Może zacznę od przedstawienia postaci. I tu moje wtrącenie - gdyż tworzenie ich jest naprawdę genialne, ciekawe i czasami śmieszne. Chwała temu który wymyślił ten system rozwijania postaci, nobla powinni mu dać, naprawdę.
 Jak widzicie, nasz Akolita Ulryka jest człowiekiem o imieniu Adelbert. Jego krótka historia wiąże się z wojną na północy z ostatnimi grabieżcami chaosu. W czasie bitew wspomagał żołnierzy dzięki swoim umiejętnościom przemawiania i leczeniu. Pokrzepieni wojownicy dzięki obecności Ulryka wszakże wygrali bitwę przepychając wrogie siły jeszcze dalej na północ. Imperium (chyba) może czuć się bezpiecznie. Po tych wszystkich przygodach całą drużyna postanowiła udać się do jednego z większych miast.
 Muszę przyznać, ze podczas tworzenia tej postaci było najwięcej śmiechu i zabawy. Cóż, rudy, piegowaty i gruby, niski kanciarz przysporzył nam najwięcej kłopotów - albo inaczej, to inni mu ich dodali, a ściślej mówiąc - został prawie zabity przez swoich towarzyszy, na szczęście miał kilka PP więc, jakoś się trzyma, słabo ale się trzyma. Kanciarz - powiedział, że był trzymany w niewoli kultystów i że gdy nastała noc, to wymknął się im i przyłączył do grupy. Nie wiem czy mu wierzyć wszak to kanciarz. Na moje to po prostu spierdolił z jakiegoś więzienia.

Jest i on, jedyna elfia postać w całym teamie w dodatku banita. Nie ma to jak Akolita, Kanciarz i owy buntownik z lasu. Któryś z graczy powiedział.
"Może założymy nową religię?" Mogłoby się to udać, trzeba przyznać, że ci ludzie mają potencjał ( i elf). Jak przystało na banitę, najpierw został wywalony z jakiegoś miasta albo sam uciekł bo go chcieli powiesić za gwałt (nie wiem tego nie mówił ale tak myślę) a później wyruszył w lasy i walczył w "partyzantce" - to już potwierdził na sesji więcej przyjmijmy tę wersję bez gwałtów na nieletnich.












PRZYGODĘ CZAS ZACZĄĆ
Nie będę się oczywiście rozpisywał, ale skróce i opiszę najważniejsze momenty. Choć sesja nie trwała zbyt długo to bohaterowie zdążyli poznać prawa rządzące tym światem.
Oczywiście przez cały czas lał deszcz, jeszcze przed rozpoczęciem właściwej narracji padało od kilku dni, nasi bohaterowie zmęczeni i głodni spotykają grupę strażników, dowiadują się od nich o sytuacji w okolicy, która jest dość ciężka. Na początek, zwierzoczłeki w lasach, robią się coraz zuchwalsze, Arlekinowi, baronowi tych ziem i zarządcy nieopodal znajdującego się miasteczka porwano syna, oczywiście wszystko zrzucili na Zwierzoludzi - ale gdyby to oni byli, to czy by go nie zarżnęli na miejscu jak nadażyła się okazja? W każdym razie bohaterowie powędrowali na południe w kierunku karczmy, po przybyciu zaczął się dogłębny rekonesans okolicy i plotek. Akolita mógł się wykazać przemawianiem ( ale go ludzie olali ) na szczęście wytargował aż szylinga za zestaw jedzenia. Kanciarz jak to rudy i gruby kanciarz zagaił z jakimś szulerem i zaczęli grać w GŁUPIEGO TROLLA. Przy następnej okazji opiszę tę grę, którą wymyśliłem. Tak czy owak wygrał skubany i zgarnął trochę szmalu. Miało być miło i wesoło, ciepłe łóżeczka... ale nie, gość zwany MG wypuścił na zajazd bandę wkurzonych zwierzoczłeków, ci wpadli do środka i zaczęła się rzeź, z której nasi bohaterowie po prostu uciekli. Myśleli, że znajdą pomoc u strażników na północy których spotkali, ale kilka trupów już na drodze leżało, więc chyba nie miało sensu szukanie całej reszty. No i nie zostali napadnięci? No zostali ale tylko przez jednego zwierzoczłeka, kiedy to połasili się na dobra strażników i przeszukiwali zwłoki. No dobra, banita strzela i nie trafia, akolita w krzaki a kanciarz dzielnie czekał na szarże wroga, który ostatecznie chybia. Banita znowu strzela i tak strzelił, że obrał nasz grubasek, no trudno. Wyskakuje akolita z krzaków jak filip z konopii rzuca i ... krytyk niepowodzenia, jeszcze jeden rzut i? Nie trafił pałą w łeb rudzielca zamiast jebanego kozła? Trafił.
Kanciarz leży i kwiczy chce się wydostać z walki ale mu się nie udało, tak miał już poczuć wielkie kopyto na czszczce ale farciarz wydał PP (nie nawidzę tych punktów kto to wymyślił...) BY było smiesznie, banita jeszcze raz strzelił w swojego przyjaciela, chyba rudych nikt nie lubi, kostki też nie. Zarzekał się, ze to nie specjalnie ale kto by wierzył banicie z lasu nie? Po szczęśliwej walce i ostatnim punktem życia u Wolfaganga (czyt. rudy) całą ekipa pod osłoną już nocy przemknęła się przez lasy, ścieżkę, ruiny murów i dotarli do prowizorycznego miasteczka.
PO czym każdy kliknął "Save Point"
Krótko i na temat.
Pozdrawiam.

0 komentarze: