piątek, 6 listopada 2015

Witajcie dobrzy ludzie na kolejnym spotkaniu w naszym klubie Centrum Fantasy. Zebralismy się tutaj abyście mogli dowiedzieć się co działo się podczas krótkiej, drugiej już sesji Warhammera z kampnią "Deszczowe Dni"
Przepraszam nie jestem u siebie, a muszę podziękować Natalii Landowskiej za udostępnienie internetu. To, że teraz tu siedzę do dowód na moje uzależnienie i totalną manianę aczkolwiek, mówi się trudno, czas przejść do rzeczy.


Zaczęliśmy ostatnio tam gdzie skończyliśmy, czyli w świątyni Sigmara. Panowie chcieli się czegoś nauczyć z ksiąg ale w sumie wyszło na to, że są za głupi by coś skumać. To taki syndrom "głupka" pierwszych rozwinięć w grze... Na szczęście szybko wyszli i skończyli szerzyć ogólnie pojętą "siarę". Akcja działa się przede wszystkim na rynku przed główną siedzibą barona Arlekina.  Tam, przeszli chyba wszystkie kramy jak były wystawione, targując się o wszystko co się dało i co mogło im się przydać. Niestety - tu kolejny syndrom, "biedaka" - pierwszych rozwinięć w młotku... Panowie chcieli kupić żarcie, ale gruby gospodarz z paroma najemnikami dosłownie odwala "wyzysk" na wszystkich biednych i głodnych. Nie udało się niczego ciekawego osiągnąć... gdyby nie zadyma pod stanowiskiem znachora. Taki facet wiadomo w dzisiejszych czasach dobrze zarobi, a nie mając ochrony - przyciąga kłopoty i bandytów zdzierających z niego haracz. Na szczęście nasi bohaterowie pokazali syndrom "chojraka" i wszczęli bijatykę. A więc ruszyli - nasi bohaterowie na dwóch zbirów : Akolita chciał trafić wrogą łysą pałę, ale niestety się nie nie udało. Banita, strzelał z łuku - ale nic nie trafił, za co dzięki Sigmarowi bo lepszy strzał w błoto niż w przyjaciela... Za co mu się dostało - właśnie teraz, kiedy jeden z karczychów przestrzelił mu łeb. I tak nasz biedny banita z rozwaloną czaszką posmakował błota. No to się Ulryk wkurwił i w końcu Akolita zaczął dobrze turlać tymi kostkami ( to jest wziął się w garść i przypomniał sobie szkoły władania dębową pałą ) i efektywnymi krytykami położył dwóch przeciwników.
TERAZ : W wielkich fanfarach i epickich dźwiękach (Tamm, tamm ta da damm! Czyt. Ten epicki kawałek z władcy pierścieni) na scenę wleciał Przepatrywcz! (Kolejny gracz o imieniu DAWID - swoją drogą, niezły z niego śmieszek) chcąc uleczyć banitę.. na szczęście nic nie spieprzył. Znachor musiał zadziałać w podzięce za uratowanie go przez łysymi pałami i trochę naszego łucznika poskładał, tak ze był chodzący.
Po krótkim zapoznaniu nowego bohatera z resztą ekipy, wspólnie wyruszyli do Arlekina by dowiedzieć się paru rzeczy.

Przejdźmy do rzeczy. Niedawno został porwany jedyny syn barona, właśnie przez ziwerzoczłeków. Jest do dość nietypowe postępowanie tych stworzeń dlatego sprawa wydaje się dość ciekawa. Po wywiadzie z dowódca straży i ostatnim niedawno przybyłym do wioski, ledwo żyjącym zwiadowcą - wiemy, że prawdopodobnie wrogowie zawlekli chłopca w północne ruiny, a dokładnie w katakumby pod nimi.

Była naprawdę zła pogoda - w końcu pada deszcz, cały czas. Przepatrywcz chciał zrobić zwiad ale się rozmyślił i poszedł spać. Reszta ekipy, postanowiła przegrać wszystko w karczmie w czasie gier wszelakich.
Akolita, myśląc, że jest cwany i zgarnie fanty,ostatecznie przegrał w kilku partiach Głupiego Trolla wszystko co miał. Stał się prawdziwym trollem...
Odgryzł się jednak w pojedynku na pięści, wychaczając krasnoludowi szczęke z zawiasów. Brawo dostał 3 zk w nagrodę i zrobiliśmy save pointa.

Trzymajcie się!


0 komentarze: