niedziela, 15 listopada 2015

Witajcie dobry ludzie. Czas przyszedł mi opisać co się działo podczas 3 sesji Warhammera.
Jeśli ktoś nie w klimacie to tylko powiem, że cała akcja toczy się podczas deszczów, jest brudno i mokro. Pewne miasteczko po burzy chaosu nie morze sobie poradzić z problemami typu zwierzoczłeki! Cóż za odkrywcza , cholera , ta przygoda. Byłbym zapomniał o najważniejszym. Te mutanty gnojne porwali syna barona.

Dobra czas zacząć.


Ostatnimi czasy zakończyliśmy przygodę w karczmie. Nasi bohaterowie pożegnali kanciarza i przepatrywacza gdyż po prostu spieprzyli, wzięli nogi za pas albo usunęli się na bok przygody. Tak czy inaczej, nie ma ich. Zostają Akolita i Banita, siadają ładnie w karczmie i spotykają starego banitę, Bospera. Zaczynali się kumplować i stawiać sobie piwka, kiedy do gospody dojechał na koniu inny przepatrywcz... elf. Wiecie o tym, że teraz drużyna składa się z 3 - cholernych - elfów i jednego człeka akolity? Niebywałą sytuacja... taki zespół zamierza uratować chłopaka z rąk zwierzoczłeków.
Dwóch banitów, przepatrywacz oraz akolita(tylko on jest człowiekiem, biedniś).

Nie będę przecież opisywał ich gadaki i zapoznania bo była drętwa jak cholera. Nagle wszyscy doznali syndromu " kłody drewna w dupie " ale to nic. Nasz nowy bohater, przepatrywcz o dziwnym imieniu, w końcu przyznał się, ze jego z Arlekinem(baronem) łączy kontrakt i zaproponował współprace.
No i wyruszyli.
Wiadomo, ten "nowy" na tym koniu, pognał na zwiady do puszczy, w którą zaciągneli chłopaka mutanty. Na szczęście było czysto. Tak wszyscy mogli się zejśc na skraju lasu.
Zaczęło się - wszyscy jak jeden mąż, zaczęli nasłuchiwać, wypatrywać co by tam w środku nie było.
A co było? Deszcz, mgła, drzewa... ale nie muszą dalej wybrzuszać oczy i patrzeć, musza coś dojrzeć... Irytujące, ale niech będzie spostrzegli małą wydeptaną ściężkę. Cała zgraja poczęła przygotowania o walki i poszli - każdy czujny jak surykatka na straży byle nie zostać zaskoczonym.
Po godzinie marszu, zauważają jak ślady na ścieżce sie rozbiegają... Teraz poszła panika. W końcu poszli dalej i zauważyli... RUINY. Tak to te, o których wspominał zwiadowca... Naprawdę złe ruiny, jak wszystko w warhammerze. Oczywiście zgraja paranoików musiała dokładnie obejść wszystko zanim podeszli, nawet zaczęli wszystko z drzewa obserwować. Ktoś wpadł na pomysł żeby rzucić kamieniem, ktoś walił pałą w tarczę. Cóż. Nareszcie odkryli wejście w podziemia.

Po małym przeszukaniu pierwszych komnat, trafili na słabe drzwi, które szło łatwo wyważyć albo trudniej otworzyć. No to Akolita jako najtwardszy z nich, je wyłamał. Tak je wywaliło z zawiasów, że aż siedzący przy stole i ślędczący nad mapą kultyści się wkurwili. Nie ma przebacz, zaczęła się bitka, na nieszczęście bohaterowie naszej przygody pokonali złoczyńców i zyskali Pedeki.

Dalej po przeszukaniu wszystkich i ograbieniu pomieszczenia, powędrowali dalej. Przeszli z komnat do podziemnych jaskiń. No i pierwsza grota okazała się, iż ma na środku wielką przepaść, ale spokojnie po prawej była półka skalna po której mogli wszyscy bezpiecznie przejść(chyba, ze na kości k20 wypadło by 19-20 wówczas spadamy w dół...) Wszyscy przeszli. Psia krew.

W kolejnej grocie już z martwym kultystą zabawiała się Łowczyni(zabawiała w sesie przeszukiwała go). Po kolejnej drętwej gadce i paraliżującym strachu przed mówieniem i przyznaniu nagrody za najbardziej suchą konwersację roku. Nasi bohaterowie poszli dalej.

Za korytarzem, znajdowała się jaskinia, w której leżał chłopiec. Nie byłoby tu żadnej fanfary, tylko, że on leżał w woskowym kręgu w około świeczek i wrzeszczącym coś w dziwnej mowie ludzi, kultystów. Akolita wyprysnął jak filip z krzaka na pierwszego z nich, myśląc, że go ubije. O mało co go nie ubili. Szkoda.

Kiedy już sprawni łucznicy zdjęli kilku kultystów, ostatni z nich podbiegli do chłopaka i przyłożyli mu miecz do gardła.

Łowczyni chciała ich zdjąć. Niestety trafiła, strzałem krytycznym w chłopaka. Zabiła go! W końcu jakaś pozytywna rzecz na sesji...

Wspominałem, że przeptarywacz swym biczem przyciągnął do siebie jednego z szubrawców? No to mówie. To ważne, bo oni go po całej historii z chłopakiem nie zabili go od tak. Najpierw przyjęli, że chłopaka znaleźli martwego, potem oderwali kultyście język. No i zaczęli debatować, czy nie odciąć mu pół twarzy, żeby nikt nie czytał z ruchu warg. Ahh te dyskusje..

W końcu postanowili, że wrócą po nagrodę, lecz najpierw oblatają całe te podziemia. No i znaleźli komnatę ze skarbem i dwoma strażnikami z kamienia, zaklętych w posągach. O wszystkim wiedzieli, chcieli tylko tę małą szkatułkę na ołtarzu w końcu okrągłej sali. Bosper, chojrak i cwaniak, myślał, że najlpiej bedzie jak podbiegnie ją zabierze i ucieknie. Niestety dwóch strażników się obudziło i go dopadło, przeznaczenie chciało bym go zabił lecz on miał jeszcze jakiś punkcik dla desperatów no i uciekł ze starcia, udało mu się w końcu. Niech będzie, w szkatułce był klejnot wart 300zk.

Bohaterowie po przeżyciach, udali się do Arlekina tam otrzymali zapłatę ( i kebaba ale to w realu ) no i otrzymali kolejne zlecenie tym razem mieli pogadać z dowódcą straży, którego wcześniej poznali. Oto nasz oficer, poprosił ich by wyruszli z nim do jego babki - wieszczki, by dowiedzieć się czegoś o rytuale w jaskiniach... Wyruszyli następnego dnia, dowódca razem z nimi. Przeszli przez rzekę i garnizon.

W tej chwili są na terenach Barona Von Jegra, który oszalał i toczy wojnę z Arlekinem. Podczas przechadzki w lesie, trafili na oddział zwiadowców. Mogli ich ominąć spokojnie ale nie - trzeba wytłuc. Niestety 2 uciekło, poleciało prosto do swojego pana by mu wyjaśnić, ze na ich terytorium w tej chwili panoszy się mały oddział wroga zza rzeki. Fajnie co?

Mam nadzieję, że czekacie za kolejną sesją. Ja tym bardziej, bo myślę, że to bedzie ich koniec. Co może zrobić Jerg, jak się dowie o naszych bohaterach, prawda? No chyba nie usiądzie i poczeka sobie aż pójdą spełnić swe niecne uczynki!



0 komentarze: