sobota, 12 grudnia 2015

Warhammer "Deszczowe Dni" - Sesja 5

Dzisiejsza sesja chodź była krótka, to jak najbardziej rzeczowa. Graliśmy w podstawowym składzie, bez jednej osoby. Jednakże... działo się bardzo wiele. Czytajcie do końca drodzy przyjaciele.

Nasi bohaterowie (Banita i Akolita) zebrali dostatecznie dużo doświadczenia by zyskać nową profesję. Zaczeliśmy od omówienia ich przyszłych rozwinięć, jedna bardzo ważna rzecz - to aby awansować należy najpierw wykonać specjalną misję lub zlecenie by rozwiązać fabularnie całą sprawę. Jednakże, temat zostawiliśmy na przyszłe sesje. Dziś postaramy się zrealizować prosty cel.
Rozmowa z babką Viseną o kultystach i rytuałach... czyli CO TU SIĘ TAK NAPRAWDĘ DZIEJE?

Po krótkim marszu, do bohaterów zwraca się idący z nimi dowódca straży z Waloomright, Dorchel.
"Panowie, niestety, wszystkie wam nie powiedziałem... Widzicie, to moja babka owszem, ale nie mogę się tam z wami pokazać. Kiedyś studiowała czarną magię, zakazaną właśnie w mieście. Ja wtedy jako strażnik, wiedziałem dokładnie co z nią zrobią jeśli ktoś się dowie o niej. Dostałem "cynk" od kogoś, że ludzie zaczynają się nią interesować i podpowiedział mi bym sam ją zgłosił lecz najpierw wymagał dla niej wygania, nie kary śmierci. Tak uczyniłem. Niestety, przeklęła mnie i powiedziała, że nie chce mnie znać, gdybym nie był rodziną, zamieniła by mnie w robala. Także musicie dowiedzieć się o całej sprawie sami..."
Ok, powiedzieli i poszli.
Dotarli po chwili do chatki babki. Ta ich dość chłodno przyjęła i wytłumaczyła całą sprawę.
"Sprawa wygląda następująco, kult Nurgla, już za czasów Burzy Chaosu szukał sposobu na sprowadzenie klątwy zarazy na cały lud Imperium. By tego dokonać najpierw jego wyznawcy musieli złożyć 3 ofiary ze szlachetnie urodzonych by na końcu wezwać jednego z najwierniejszych sługów Nurgla w którym również musiała krążyć krew szlachcica, użyć mocy jednego z Artefaktów Zepsucia i zamieć go w Roznosiciela, Pana Zarazy. Jego moc miałaby być tak potężna, by raz na zawsze pozbyć się wszelakiego życia na świecie. Po ostatnich wydarzeniach, i incydencie w krypcie, dochodzę do wniosku, że uśpiony kult Nurgla, znów zaczyna działać. Jego kolejnym krokiem z pewnością będzie odzyskanie Artefaktu Zepsucia, który został zesłany na ziemię przez mrocznych bogów Chaosu podczas Burzy. To wszystko nie jest takie proste... wszystkie te potęzne magiczne i plugawe przedmioty dostały się w ręce Szarych Strażników, to oni wybudowali zamek na wyspie na M.Szponów i ukryli w nim artefakty. Niestety, nie wiem gdzie lzy ta wyspa i jak się tam dostać. Ktoś opisał bardzo dobrze Zakon, jednak prawda jaka tam się znajdowała była "nie poprawna politycznie" i została uznana za herezje. Teraz można ją znaleźć w dziale ksiąg zakazanych w mieście Von Jaruga. Mieście, które znajduje tu , na północy. "

 - Dobrze babko, dzięki za info. - Powiedzieli bohaterowie i rozprawiali o tym jak tu dostać się do miasta. Przecież nie wejdą główną bramą, skoro nie mają ani przepustki ani nic... a ostatnio dwóch strażników, których zaatakowali, uciekli, więc na pewno straże stoją w podwyższonej gotowości. To duże miasto, stwierdzili, więc muszą być kanały... I tu zaczyna się zabawa.

Wejście do kanałów znaleźli bez trudności większych (Dzięki 5 na kości) no i weszli do środka... Niestety już na samym wejściu okazało się, że wszelakie zarazy i choroby nie będą się ich imać. To też coś złapali za syfa ale do końca nie wiedzieli co to. W każdym razie czuli się gorzej.  Idąc dalej napotkali na kilka zakrętów i rozwidleń, minęli nawet sprytną pułapkę skavenów. A tak, moi drodzy trafili na ślad szczuroludzi... Idąc dalej natrafili na ciało chłopca... ta cała sytuacja bardzo źle wpłynęła na samopoczucie Akolity... (Poprzez nieudane rzuty krytyczne, zyskał 6 PO) Jednak udało mu się jeszcze opanować, tym samym nie zyskując choroby umysłu. Cóż no i poszli dalej... aż na sam koniec korytarzu, gdzie była sterta śmieci. Zachciało im się to przeszukiwać, to znaleźli, ale chorobę, zarazę(Znowu krytyczne porażki...) Tak więc po czym, nasi dzielni bohaterowie wyciągneli broń, się cofneli i przeszli wąską ścieżką - łącznikiem w drugi tunel. Ścieżka była wysoka, dziwna, jakieś półki skalne na wysokości, pełno wody, podejrzana sprawa. Szli na luzie, gadając o dupach, chyba, bo nie poszły im testy za bardzo. To też wpadli w zasadzkę szczuroludzi. Dwóch łuczników na półkach skalnych i 3 wybiegło zza rogu. Jatka się rozpoczęła.

Łucznicy nie trafili. 3 Szczurków poszarżowała na bohaterów. Byłoby wszystko ok, gdyby nie jedna kuternoga, z tępą dzidą, biegnąc na akolitę nie potknęła się, zachlusnęła szczynami i nie utonęła jak głupi szczur...(99 na kości, co poradzić, prawda?). Potem następny debil, zleciał z tej pułpki skalnej łamiąc się... a szczurza mama mówiła, pamiętaj jak będziesz szczelał z wysokości nie pochodź za bardzo do krawędzi. Nie słuchał szczeniak to teraz kwiczy z otwartym złamaniem w szczurzej łapce(100 na kości, co poradzić...?) dalej jednak było coraz lepiej, bo kiedy krytyczne porażki na atak i obronę samych bohaterów stały się już normą... Szczuroczłeki zaatakowali, szybko i sprawnie, wyprowadzili ciosy zbijając dwóch wrogów na podłogę, ci choć wydali wszystkie już swoje PP i czołgali się bo nie mieli w prawdzie nic... Akolita zginął pierwszy, w jego czaszkę została wbita maczeta. I jak to mówią, poszedł na wieczne łowy ze swoim Ulrykiem. Banita zginął podczas próbie ucieczki( szczurczłeki szybkie so, zwinne so) ale wystarczyło dogonić tylko tego smakowitego elfa. Wystarczyło, TYLKO by uciekinierowi padła krytyczna porażka. Szczur tylko miał trafić.
Tak też było. Po chwili kanały wypełniły się krzykiem elfa z wbitą okrwawioną maczetą w plecach.


0 komentarze: