wtorek, 15 marca 2016



Wsunąłem klucz do zamka, stojąc przed drzwiami i walcząc z drżącymi dłoniami. W głowie dudniło mi bardziej niż zwykle. Prawie jak jeszcze kilka lat wstecz, gdy stawałem zbyt blisko głośnika, a nad ranem nie słyszałem niczego. Dostał osiem lat bez warunkowych uchybień. Obrona ogłosiła odwołanie do sądu apelacyjnego, a facet miał łzy w oczach, gdy wyprowadzali go z sali skutego. Zamek typu GERDA strzelił trzy razy zanim puścił. Puszka pojechała do swojego domu uprzednio proponując, że może jednak mnie podrzuci. Odmówiłem, obserwując jak odjeżdża, by ruszyć po kocich łbach do domu weselnego Białe Gołębie, gdzie w barze wypiłem sześć kolejek lodowatego jagermeistera z metalowych kieliszków. Pierwszy autobus odjechał mi sprzed nosa, drugi miał opóźnienie. Automat wypluł bilet i kilka srebrnych monet reszty. Prokurator miał rację, że on gada. Zaśmiałem się pod nosem. Krótka czarna dziura, która ukończyła się tym, że kręciłem kluczem.

Klamka była zimna, jak zawsze. Wszedłem do środka, zamknąłem za sobą. Oparłem się plecami o skórzane obicie i zjechałem w ten sposób na podłogę. Nieprzespany tydzień odbijał się na organizmie właśnie teraz. Przed sobą zobaczyłem palące się w łazience światło i musiałem kilka razy zamrugać, starając się oprzytomnieć. Ale nie, światło paliło się tam naprawdę, a cichy szum wentylatora rozlegał się słyszalnie nawet pod drzwiami.

Zastanowiłem się przez moment, czy to aby może to nie Puszka wróciła jednak tutaj, zamiast do swojej ciotki. Gapiłem się na te drzwi, czując brzuszne rewolucje. Tak, to na pewno ona. Naparłem dłoniami na drzwi, podnosząc się w sposób jaki upadłem. Nie powinna mnie widzieć w tym stanie, wszak musiałem odgrywać to inaczej. Show must go on, jak śpiewał Freddie. Zdjąłem ciężkie buty siadając na szafce, potem zawiesiłem okrycie na kołek. Wyjąłem koszulę z czarnych spodni, wyjąłem z nich pasek wieszając sobie na szyi. I wtedy właśnie zdębiałem.

Dźwięk amerykańskiego szlagiera popowego nijak pasował mi do Puszki. Śpiewany z nieco francuskim akcentem Kiss me nie przypominało w niczym charkliwego, nosowego głosu mojej chłopczycy. Ten był zdecydowany, seksowny, dojrzały. Sposób wymowy kojarzył się jedynie z Kanadą. Co jednak Kanadyjka robiła w mojej łazience? Drzwi się otworzyły, wysuwając kościstą dłoń, która wyłączyła światło. Otulona dwoma ręcznikami - jednym w turban na głowie, spod którego wychodziły niesforne jaśniutkie kosmyki mokrych włosów, drugim opinający się na ciele - wyszła ona.

- Ah, bonjour Aleksiej - korytarz zapełniał zapach ich wspólnego szamponu. - Pozwoliłam sobie skorzystać z prysznica - trudno było urwać wzrok od dużych cycków, które odciskały się pod ręcznikiem, a jej akcent silnie kaleczył polski. - Mam nadzieje, że się nie gniewasz? Nie wymieniałeś zamka, więc udało mi się wejś. - pochyliła się, patrząc mi w twarz szarozielonymi ślepiami. Wyglądała jak młoda Daniela Bianchi w With love form Russia. - Oczy mam tutaj, słodziaku!
- Maja... - wyszeptałem ochryple, bo kilka pierwszych łez spadło do gardła podrażnionego ziołami, patrząc na nią. - Malutka Majka w majtkach w krowie łatki... - zaśmiałem się pod nosem, patrząc na nią, trzymającą ręcznik. - Boże jedyny, co ty tu robisz?
- Osiemnaście lat się nie widzieliśmy, a ten jedyne co pamięta, to moje majtki - wymruczała obracając głowę i kręcąc ustami na krowi sposób - Przecież pisałam, że przyjadę w maju. Chociaż ostatni list był ze stycznia i pochodził od twojej córki. Pisała, że mam przyjechać na twoje urodziny oraz przesyła mi klucze "bym weszła w razie, gdyby mnie nie było". Wszystko w pięknym angielskim - Spryciula... Ściągnie cioteczkę, by tatusiek nie był samotny... Maja wyglądała przepięknie. - I tak oto here I am - zrobiła krok do przodu, rozchylając lekko kolanem ręcznik.
- Kiedy ostatnio pisałaś, to było tam, że przecież masz piękny dom, córkę, męża i psa w Kanadzie, więc co u diabła robisz na takim zadupiu?! Nawet nie planowałaś wracać do ojczyzny... - alkohol budził we mnie zdenerwowanie. - Nawet tak głupie argumenty brzmią t... - położyła mi palec na ustach.
- Mąż znalazł sobie młodszą o połowę, psa przejechał samochód... - kolejne uderzenie serca, które poczułem. -... a córka chciała zobaczyć trochę świata z okazji swoich osiemnastych urodzin. - Tyle samo co Mirka... Ułożyła ręce na mojej piersi, jakby chciała się przytulić na powitanie. - No, ale tak tu cicho, to pomyślałam, że rzeczywiście gdzieś sobie poszliście. Pan taksówkarz powiedział, że to dokładnie tu, bo woził "rudego faceta wiele razy, jak był zbyt nachlany by iść pieszo i zawsze go wysadzam pod tą klatką, za co płaci ekstra" - nie gubiła słów, po prostu jej akcent sprawiał, że słowa brzmiały komicznie. - A teraz, pardon, pójdę się ubrać, a potem porozmawiamy. Pozwoliłam sobie zadomowić się lekko, widać, że brakuje ci kobiecej ręki... Zupełnie jak w domu kawalera a nie ojca - jej nosek poruszał się chwilę. - Śmierdzisz alkoholem i tytoniem. Czy wy mężczyźni nie umiecie pachnieć czymś innym? - odsunęła się i przeszła do mojej sypialni, jakby była u siebie.

Mózg bronił się przed wydarzeniami dookoła siebie. Co miałem zrobić? Poszedłem do kuchni, wstawić ekspres na kawę i wróciłem do pokoju, zatapiając się w fotelu. Odchyliłem głowę do tyłu i zacząłem zimną kalkulację.

Napisała po angielsku list do ciotki, którą znała tylko z moich durnych opowieści, by przyjechała na moje... Boże, przecież w czwartek... urodziny. Przesyła jej klucze oraz wszystkie potrzebne informacje bez konsultacji ze mną... - w aktualnej sytuacji wydawało się to idiotycznie śmieszne, jednocześnie zagryzałem końcówkę język, by nie zacząć płakać, a jedynie czuć ból. - A potem po prostu odchodzi z tego świata, zostawiając mnie ze wszystkim... - ciepła łza jednak pociekła po policzku, a serce uderzało o kości klatki głucho w tej ciszy. - Musiała mieć cichego współpracownika. Moja mała, sprytna ruda gwiazdeczka... Cichy trzask drzwi przywrócił świat w swojej pustce. Ubrana w prostą czarną sukienkę z koronkowym wykończeniem na ramionach i u dołu i ciemne pończochy na paskach, wyglądała już jak prawdziwa gwiazda filmowa tamtych czasów. Efekt dopełniała cienka wstążka na szyi. Nie wyglądała na swoje trzydzieści sześć lat, ale jednak wciąż miała dojrzały, kobiecy wygląd z wszystkimi kształtami na miejscu. Wąskie, intensywnie czerwone wargi uśmiechnęły się w moją stronę, po czym zniknęła w kuchni by wrócić z dwoma parującymi kubkami kawy, które postawiła na stole. Byłem gościem we własnym domu? Bez oporów usiadła mi bokiem na kolanach.

0 komentarze: