czwartek, 17 marca 2016

- Więc, kiedy mi przedstawisz tą swoją... - uniosła oczy, wyraźnie szukając w pamięci. - Mirkę? To zapewne sympatyczne maleństwo, bo popełniła wiele błędów - dźgnęła mnie łokciem, upijając łyk kawy.
- Ona ma osiemnaście lat... - zacząłem, a blondyna uniosła łuki brwiowe w zaskoczeniu - ... i jedyne co teraz możemy zrobić, to odwiedzić niewielki pomniczek, gdzie ją zakopali... - znów zagryzłem końcówkę języka. Bolało. Ale wciąż zbyt słabo.
- Ou... Wybacz, nie wiedziałam... - zakryła swoje wargi siorbiąc znów kawę, wyraźnie nie wiedząc co powiedzieć, więc wolała chyba milczeć. - Teraz rozumiem, czemu jesteś w takim stanie... - odwróciła wzrok, by na mnie nie patrzeć. - Może nie powinnam przyjeżdżać.. Jeśli chcesz pojadę do mamy, pociągiem... I tak miałam zamiar ją odwiedzić... - tym razem gubiła w własnych myślach. - Bo wiesz, nie chcę być ciężarem....

Przesunąłem kostkami lewej ręki po jej policzku, a jej twarz znów zwróciła się na mnie. Nasze pokrewieństwo opierało się na fakcie, że nasze babcie były siostrami, rodzice kuzynami, a my w trzecim pokoleniu prawie sobie obcymi. Jednak gdy siedziała na mnie w ten sposób znów czułem się smarkaczem, którego jedynym zajęciem jest bas, narkotyki i jabole. Nawet tak na mnie wołali. Jabol. Ta bliskość dawała wrażenie, że to osiemnaście lat miało miejsce przed wczoraj albo nawet nigdy. Pocałowała mnie wolno, zamykając oczy. Nie odepchnąłem jej, chociaż powinienem. Kolejne wytworzone siłą zapory pękały pod naporem jej ciepła i bliskości. Znów zacisnąłem zęby, bo tylko ból pozwalał się uspokoić.
- Mieszkała w tamtym pokoju przez pięć lat. Nigdy nie zapytałem, jak tu trafiła, po prostu stanęła pod drzwiami - mówiłem wolno. - Potem rozprawa o prawo do miejsca zamieszkania, zapisanie do szkoły, wizyty w wielu gabinetach... Endokrynolog powiedział, że ma nadczynność tarczycy i ułożył jej tabletki, ale wciąż była krąglutka... Kupiliśmy psa i zaczęła być samodzielna. Wystarczył niecały miesiąc by zasmakowała w wolności... - ułożyła prawą dłoń na moim podkoszulku, lewą wkładając mi pod kark. Wyglądała teraz, jakby chciała wyssać ze mnie całe zło. - Wróciła później, niż przewidywała nasza mała umowa. Jednocześnie jakaś nieobecna, wyobcowana... Bałem się, że poszła w moje ślady i sięgnęła po jakieś używki... Ale nie, moja malutka gwiazdeczka poznała kogoś... - poczułem, że słaby uśmiech wpełzał mi na twarz, trzeźwiałem w jej rękach. - Jakoś dwa, trzy miesiące później przedstawiła mi miłość swojego życia. Chuda, wysoka z krótkimi czarnymi włosami. Myślałem, że to naprawdę jakiś chłopak, a tu niespodzianka... - zmrużyłem oczy głaskając ją po policzku i będąc głaskanym. - Nie wiem jak te dwie się dobrały, ale przez długie cztery lata było tak, jakbym miał dwie córki zamiast jednej. Pamiętam wciąż tamtą noc...

Odwróciłem na chwilę wzrok. Mirka w piżamie jedząca w pośpiechu kanapki i mówiąca z pełnymi ustami. W życiu bym nie pomyślał, że będzie mi brakować widoku umazanej wszędzie owalnej buzi mówiącej o zapachu perfum wymieszanego z zapachem ciastek, chrapliwym głosie wprowadzającym na niej ciarki. Całe życie w ciemności, bez żadnego innej perspektywy, znając jedynie co przyniosły inne zmysły. Maja znów mnie pocałowała, kołysząc się na moich kolanach.

- Ćśśś... - uciszyła mnie, urywając się od moich warg. Łzy same ciekły mi wolno po policzkach. Istnieje jedynie powszechna niesprawiedliwość, powtarzałem sobie ciągle w myślach niby to mantrę. Zamek w drzwiach znów zaczął trzaskać.

Puszka weszła do korytarza nagle, by stanąć jak wryta i patrzeć na nas dwoje. Przebrana po rozprawie w luźniejsze dżinsy oraz koszulkę z badziewnym nadrukiem, jakich pełno na bazarach gapiła się analizując nową dla siebie sytuacje. Pewnie w jej małym, zapuszkowanym mózgu właśnie trwała burzliwa walka wielu głosów, by ostatecznie jeden przerwał ciszę rozdzierającą w tej chwili cały świat. Można powiedzieć, że słychać, jak muchy oddychają.

- Przeszkadzam? - zapytała, ale nie brzmiało to wystarczająco poważnie - W układaniu nowego życia bez zbędnej żałoby? - dodała praktycznie przez zęby.

Nie było nam dane się wytłumaczyć, bo dzwonek do drzwi zwieńczył psucie błogiego stanu. Nim ktoś zdążył zareagować, drzwi się otworzyły, a do mieszkania wkroczyła Liza z Gertą. Hades zaczął ujadać za drzwiami pokoju Mirki. Od razu rozległ się głos ex-małżonki.
- Ten moczymorda musi ci nieźle płacić, skoro przyłazisz nawet do jego domu, mała dziwko! - niemal krzyczała, by pojawić się w futrynie i zobaczyć nas dwoje w dwuznacznej pozycji i kontynuować swój monolog. - Och, a tobie jedna małolata nie wystarcza, potrzebujesz dwóch różnych, by zadowolić wystarczająco swoje ego. Mam nadzieję, że moja córeczka nie musiała oglądać tego widoku każdego dnia! - otarła oko, niby to roniąc łzę. - Przyjechałam po pieniądze... - pieniądze, oczywiście. Nie z jakiejś sensownej racji. Tylko kasa. - Skoro stać cię na dwie kurwy, to możesz i mi je oddać, bo raczej nie szły na potrzeby dziecka a twoje zachcianki - ciągnęła dalej rozglądając się po mieszkaniu, w którym była pierwszy raz - Boże, jak ona mogła mieszkać w takiej melinie. No tak biedactwo, nie widziało, co jej tatuś - wypluła to słowo z wstrętem - wyprawia. Uciszyłbyś tego kundla albo oddał go w końcu do uśpienia... Jego jakoś umiałeś uratować, a własnej córki uratować to już nie?

Kątem oka widziałem drżącą w tej przestrzeni chłopczycę, gotową do oddania ciosu. Maja otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale po prostu zsunąłem ją na podłogę, wstając z fotela. Ze swoim metrem osiemdziesiąt górowałem nad nimi wszystkimi, jako jedyny mężczyzna w pokoju. Dajcie mi siłę dotrwać, bym samemu mógł wejść do własnego grobu. Ruszyłem w stronę korytarza i widziałem, że Eliza odsuwa się odruchowo z obawą, a Stefka ze spuszczoną głową trzęsie się obok, na ziemię kapie kilka łez. Szedłem na tych odrętwiałych nogach. Jestem wojownikiem, muszę walczyć, chociaż sam sobie jestem przeciwnikiem. Wyminąłem je i nacisnąłem klamkę pokoju na lewo od wejścia. Pies już nie szczekał. Zamknąłem drzwi i upadłem na podłogę, w ten sam sposób jak wcześniej wracając do mieszkania.

0 komentarze: