poniedziałek, 23 stycznia 2017

Wielki Brat vs Narrator - dwa oblicza MG

Zapewne (nie) czekacie na trzecią część naszego minicyklu "Za kokpitem" (Będzie, kiedyś, naprawdę!) ale poranek, seans "Lochy i Smoki - Klątwa Smoka" i braki w wermucie zachęciły mnie do innej refleksji - jaki sposób prowadzenia sesji może być lepszy? Narratorski czy technika Wielkiego Brata? Zostań na chwilę i posłuchaj.




Rekonstrukcja zdarzeń

Kiedy weszliście do karczmy przywitał was typowy gwar. Niewielkie sceniczne podwyższenie zajmował jakiś brzdąkający na mandolinie melodie o swojej miłości bard, przy jednym ze stołów. Grupka najemników właśnie przekrzykiwała się nad talerzami potrawki warzywnej o ostatniej bitwie, inny oblegali kapłani trzymający się za ręce w wzajemnej modlitwie. Za wysokim blatem zaś stał bliźniaczo podobny do tego z poprzedniego zajazdu właściciel. Brudny fartuch oplatał jego tłusty brzuszek, a polerowany w dłoniach kufel robił się brudniejszy z każdym ruchem szmatki. 

Zwykle prowadzimy sesje zwracając się bezpośrednio do graczy jako bohaterów (nijako burzenie czwartej ściany). Wszak, przychodząc tutaj, siadając przy naszym stole nie są już Kazikiem, Bogdanem i Pierdkiem, tylko szczerbatym magiem czwartego kręgu Rimberaudem, topornikiem z złamanym sercem Bajlando i hieną cmentarną nekrofilem Popierdkiem. Oczekujemy od graczy, że mimiką, tonacją głosu, gestami czy nawet przebraniami będą nam prezentować swoje postacie. Oczywiście, nie jest to larp, by teraz rzucić się przez stół i zacząć się bić po podłodze, wszystko zamyka się w wyobraźni naszej i osób siedzących dookoła nas. 
MG wtedy staje się też graczem, ale raczej przypomina dowcipnego Boga. przebiera się za kolejnych NPCów, miesza w pogodzie, zsyła całe armie wrogów na graczy. Okłamuje, napuszcza na siebie, tworzy wybory, nagradza i kara. Poczytać o tym można w wielu lepiej niż to napisanych almanach dotyczących mistrzowania (nie polecam, jeśli umiecie sami pisać i czytać - zaczniecie dostrzegać braki w książkach zwykłoprzygodowych i starać się je uzupełniać w sesjach lub dostaniecie cuda na kiju, które raczej stają się dziwactwami, które są upierdliwością]).


"GzG" Trzewika - jak powinieneś zareagować kiedy umarła postać gracza, którą grał
Leon - Płacz z szczęścia, gdy wreszcie ich udało Ci się uczciwie ubić lepszymi rzutami.

Kiedy jednak mamy całą sforę zadań powoli zaczynamy się sami gubić w tym wszystkim. Notatki ułatwiają podejmowanie zadania, gdzie się  urwaliśmy, Ale one nie pozwolą nam jeszcze raz użyć tego samego głosu, a jeśli chcemy przedstawić jakieś istotne rzeczy powiązane z postacią ("ma tik nerwowy, gdy kłamie porusza mu się powieka") to zaczyna już się robić rzeź i sami na siebie ostrzymy nóż. Zwłaszcza wracając do urwanego momentu gdzieś kiedy ostatnia sesja była dwa tygodnie temu. Nawet wprawny Mistrz będzie raczej miał z tym problemy i zacznie sobie upraszczać rzeczy zamiast ich pokazywać mówiąc. Tu umiera Wielki Brat, a rodzi się Narrator.

Doktorze, dostane jeszcze niebieskich proszków? Moi bohaterowie ożyli i mówią do mnie.

- Próbuje otworzyć zamek.
-Karman wsunął wytrych do środka zamka. Poruszał nim powoli, każdy obrót mógł złamać drobny pręcik. Zapadka powinna trzasnąć charakterystycznie, gdy wreszcie odnajdzie odpowiednie ustawienie. Zamek jednak *rzuca kościami* uparcie stawiał opór. Jeszcze troszeczkę w lewo. Tak. Wieko odskoczyło lekko. 
- Otwieram ją! 
-Marlo podniósł ciężkie wieko odsłaniając ukryte wewnątrz skarby. Ich ekwipunek powiększył się o dwie nieco stare pochodnie, sakiewkę z monetami, aksamitną czerwoną suknie balową z złotymi wstawkami i książkę w nieznanym obu językach.
- Sprawdzam, czy jest drugie dno.
- Karman ostrożnie ostukał dno skrzyni przy użyciu sztyletu. Głuchy dźwięk zwiastował, że dobrze przewidział drugie dno. Sztylet miękko wbił się w cienką deskę, co ułatwiło jej wyjęcie. Pod spodem znajdowały się mapy kopalni z zaznaczonymi patrolami orków. Znacznie ułatwiało to sprawę z wędrówką po tunelach. 

Bycie narratorem jest jednocześnie trudniejsze i o wiele łatwiejsze niż Wielkim Bratem. Ten drugi może praktycznie rzucać ochłapami ("Bandyci wyszli z lasu"), drugi pisze dosłownie powieść na poczekaniu, gdzie nie jest w stanie przewidzieć, czy bohaterowie, których ma w tej książce postanowią otworzyć sarkofag. Nie zmusza nas to jednak do pokazywania każdej rzeczy graczom, możemy ją ukryć wygodnie w swojej powieści. ("Rozmawiający z nimi mężczyzna wyraźnie miał problem z opanowaniem ruchu swoją powieką, która co rusz podskakiwała do góry, gdy opowiadał im o grupie orków jaka miała spalić wioskę"). Opisywanie czynów bohaterów oczywiście odbiera im nieco uczucia "Bóg wysłuchał mnie i przemawia do mnie" ale stanie się przyjemnością. Gracz może przecież powiedzieć tylko "siekam go toporem" a MG rozwinąć to do poziomu "gładkie ostrze siekiery miękko wbiło się w obojczyk wroga, który niemal natychmiast trysnął krwią prosto w twarz swojego zabójcy, oślepiając go na chwilę". 
Tak, Wielki Brat też tak zrobi, wiem, już odłóż te palce na bok od komentarzy. Masz: "Twoja siekiera wbiła się w obojczyk najemnika, a jego krew trysnęła Ci po oczach zasłaniając świat".


Oglądaliście Westworld z HBO? Powinniście.
Anthony Hopkins to zarąbisty MG.
Dla najlepszych efektów 1 odcinek dziennie, 
tak jak ja musiałem siedzieć tydzień i czekać na poniedziałki.

Narratorowi umyka gdzieś aspekt odgrywania dialogów. To plus i minus. To my musimy zdecydować, które wyjście nam bardziej odpowiada. Oczywiście, on też używa ust karczmarzy, strażników, wiedźm i chochlików do przemawiania. Ale nie musi się silić na gardłowy ton, poruszanie jedną powieką, czy mlaskanie w mowie. Po prostu doda to po wypowiedzianej kwestii. Czyni to RPG bardziej "powieścią kilku autorów".

Co wybrać? Czy istnieje złoty środek Horacego? Czy paluszki Beskidzkie kopiują japońskie Pocky robiąc paluszki z czekoladą?


Nie ma najlepszej odpowiedzi na te pytania, oprócz ostatniego (tak). Można przecież być równocześnie Wielkim Bratem, który opowiada o otwieraniu zamka przy użyciu 2 osoby l. poj ("ty") lub heroicznej walki grupy w 2 osobie l. mnogiej ("wy") na biednych, słabo uzbrojonych bandytów męczonych biegunką pod wpływem zatrutego wina, które sprzedaliście im kilka godzin wcześniej w wyniku cudownego fortelu w sposób epicki (a przy okazji starać się wyrżnąć ich). Wszystko jest raczej kwestią umiejętności i chęci. Polecam sprawdzić co nam osobiście jest wygodniejsze, jak reagują gracze na takie podejście, a potem ewentualnie komplikować tworząc frankensteina obu stylów. Innej prawdy nie ma.


Natywny Lew kiedyś powróci. Przecież ośmiornice niedźwiedzie zawsze wracają.
Pewnie gdy skończą mu się seriale, komiksy i książki. Albo kupi wermut.
To już jednak inna historia.

Zapraszam również na lebialka.blogspot.com/  gdzie publikuje opowiadania


0 komentarze: