Drzwi karczmy nagle się otworzyły z niezłym impetem.
Wchodzący strażnik miejski kiwnął głową w stronę karczmarza i wrzasnął
-Piwa zacny karczmarzu piwa!
-A coś taki uradowany Witku? – równie radośnie spytał karczmarz
-A bo żem miał nie lada przygodę na warcie i wyszedłem bez urazu!
-Siadaj no , zaraz opowiesz co się takiego zdarzyło , tylko żebyś nie zapomniał miecza tak jak 3 dni temu gdy byłeś opić ….. coś Ty wtedy opijał?
-Haha – zaśmiał się pewnie strażnik – O kurwa , nie pamiętam – powiedział już o wiele cichszym i niepewnym głosem.
-To Ci przypomnę bo Cię bardzo lubię mój Ty Witku – odpowiedział karczmarz – Najpierw zamówiłeś pieczonego świniaka oraz beczułkę piwa, później zaczepiłeś jakąś młodą panienkę która była tutaj przejazdem i opowiadałeś jej o tym jak to niby przepłynąłeś tutejszą rzekę z beczką pełną zboża na plecach i już prawie panienka w to uwierzyła lecz wtedy jakiś wieśniak wrzasnął na cały głos „Przecież on nie potrafi pływać od dziecka” no i owa panienka wyszła nie spoglądając ani trochę na Ciebie.Po tym fakcie piłeś do upadłego aż ja w końcu musiałem wyjść na zaplecze po kolejną beczkę piwa gdyż goście tego wieczoru byli wyjątkowo zachłanni.Gdy wróciłem Ciebie już nie było.
-Mogło być gorzej hahaha – powiedział Witek.
-Koniec o tym, mów coś znów miał za przygodę.
-A więc było to tak – powiedział do karczmarza – Stoję na warcie przy północnym wejściu do wioski no wiesz tam obok rzeki kiedy nagle dostrzegam topiące się dziecko.
-No i co dalej?
-Daj mi mówić – odburknął Witek. – od razu zerwałem się na nogi pobiegłem w stronę rzeki a jako że daleko nie miałem bo jakieś 20 metrów to w moment dobiegłem.Jestem już kilka metrów przed brzegiem rzeki i nagle dziecko wznosi się w górę na jakieś 2 metry nad taflą rzeki!
-Witek , od razu mów ile żeś wypił na warcie? – spytał karczmarz – Przecież wszyscy wiemy ze lubisz wypić na służbie.
-Nie piłem ani kropli tego dnia.
-Mów dalej – odpowiedział z niedowierzaniem karczmarz
-Mnie oczywiście z wrażenia ścieło na kolana i wtedy usłyszałem głos pochodzący z tego czegoś nad wodą mówiący „Krew niewinnych popłynie wodą,dziewica się zostanie rozerwana przez kruki a z nieba spadnie dziwo” i zniknęło po prostu się rozpłynęło w powietrzu.Ja tam siedziałem ogłupiały jeszcze kilka minut ale wkońcu się pozbierałem i wróciłem na warte ale nic już się nie działo od tego czasu.
-I gdzie tutaj powód do picia? – spytał karczmarz
-Jak to gdzie? – z zdziwieniem spytał Witek – przecież ja tam mogłem zginąć a żyję!
-Za dużo pijesz Witku za dużo powiadam – po cichu powiedział karczmarz – miałeś zwidy i tyle.
Nagle drzwi karczmy otworzyły się z hukiem i wpadła zapłakana żona sołtysa i zaczeła wrzeszczeć:
-Ludzie,ludzie moją córka leży na brzegu martwa w krwi! Ludzie!
Witek oraz cicho pijący piwo do tej pory wieśniak wybiegli pierwsi przez drzwi karczmy.
Po wybiegnięciu z karczmy Witek od razu wiedział gdzie dokładnie leży ciało – jego oczom rzucili się w oczy stojący przy brzegu mieszkańcy wioski.
-Przepuście mnie do jasnej cholery , co tu się stało ?! – wrzasnął Witek przepychając się między gapiami.
Jego oczom ukazało się ciało dziewczynki , leżała w kałuży krwi która spływała do rzeki , dziewczynka miała nienaturalnie skręconą głowę do tyłu – Strażnik obrócił jej ciało na brzuch aby zobaczyć twarz – gdy to uczynił wszyscy wokół wzdrygnęli się , niektórzy odwrócili wzrok – dziewczynka pomimo skręconego karku miała wydłubane oczy , twarz była cała czerwona od juchy która płynęła z oczodołów.
-Trzeba ją stąd zabrać powiedział wieśniak który wybiegł razem z Witkiem z karczmy.
Przybiegła żona Sołtysa – gdy ujrzała twarz swej córki natychmiast wręcz zawyła płaczem i chciała przytulić zwłoki lecz Witek złapał ją w swoje ramiona i powstrzymał.
-Rozejść się , ale już ! – wrzasnął strażnik który właśnie przybiegł z warty poinformowany o wydarzeniu przez jakąś kobietę.
Tłum się rozszedł , żona Sołtysa nadal płakała w ramionach Witka , nowo przybyły strażnik delikatnie chwycił ciało i poszedł z nim w stronę kościółka.
Żona Sołtysa próbowała coś powiedzieć lecz przez jej płacz Witek nie zrozumiał ani słowa , zaprowadził ją do Ratusza.
Pod karczmę podjechał jakiś zakapturzony człowiek na koniu.
Wszedł do środka , rozejrzał się po karczmie , poza karczmarzem i kilkoma podekscytowanymi chłopami nikogo więcej nie widział.
-Witajcie Karczmarzu – powiedział nie zdejmując kaptura z głowy – Piwa dajcie.
-Się robi – po chwili karczmarz podszedł do nieznajomego z kuflem piwa-Wasze piwo.
Nieznajomy zdjął kaptur – Wieśniacy którzy wcześniej żywo o czymś rozmawiali nagle zamilkli jakby zaklęci-podróżnik miał nienaturalne pionowe źrenice i włosy białe jak mleko , karczmarz widywał już takich , on jako jedyny zachował spokój i dalej czyścił kufel.
-Wiedźmin tutaj? – spytał Karczmarz
-Roboty szukam – odpowiedział zimnym głosem wiedźmin.
-Dobrze trafiliście Panie….
-Geralt – odrzekł Białowłosy.
-Geralt?- czyż to nie ten legendarny Geralt który odczarował królewską córkę?!-spytał podekscytowany Karczmarz.
-Tak to ja-odparł Wiedźmin.
-Przed chwilą znaleźli zwłoki małej dziewczynki nad rzeką.
-Możesz mi coś więcej powiedzieć o tym? - spytał zaciekawiony wiedźmin
-Ja niewiele wiem , musicie się udać do Sołtysa , w końcu to jego córkę znaleźli.
-Dziękuje Karczmarzu-powiedział Geralt rzucając do ręki Karczmarza orena.
Wiedźmin wyszedł z karczmy rozejrzał się po wiosce – zobaczył chłopca biegnącego niedaleko
-Chłopcze-zawołał Wiedźmin-Którędy do Sołtysa?
-To tam Panie-powiedział chłopiec pokazując na wyróżniający się od reszty budynek.
Geralt ruszył w kierunku drzwi ratusza-już miał je otwierać gdy wychodził z nich starszy człowiek.
-Kim że jesteś? - spytał owy człowiek widząc Wiedźmina.
-Wiedźminem , karczmarz mówił mi aby się udał do Sołtysa w sprawie dziewczynki która znaleziono przy rzece.
-Odo , Sołtys – powiedział starszy człowiek podając rei Geraltowi.
-Geralt.
-Wejdźmy do środka.
Wnętrze ratusza było zadbane , czyste i przyjemne.
-Usiądz - powiedział Odo pokazując na krzesło.
-Powiedzcie mi wszystko o sprawie Sołtysie.
-Sam niewiele wiem , moja żona znalazła przechodząc obok brzegu zwłoki mojej ukochanej córki Basi – w oczach Sołtysa pojawiły się łzy.
-Co się z nią stało – powiedział bez współczucia Geralt.
-Miała nienaturalnie skręcony kark i wydłubane oczy.
-Hmm , ciekawe , gdzie są zwłoki?
-W kościelnej kostnicy.
-Rozumiem.
-Wiedźminie.
-Tak?
-Znajdźcie odpowiedzialnego za to i przyprowadźcie do mnie a nie pożałuje orena.
Geralt odwrócił się i wyszedł bez słowa.
Wiedźmin idąc w stronę kościoła zobaczył nadjeżdżającą postać na koniu. To był znajomy Geralta – Berengar.
-Berengar tutaj? - powiedział po cichu sam do siebie Geralt kierując się w jego stronę.
Geralt wewnątrz siebie zawahał się czy na pewno chce tego spotkania , lecz podszedł mając nadzieję że Berengar nie będzie rozdrapywał ran z przeszłości. Berengar spostrzegł podchodzącego Geralta.
-Biały Wilk tutaj? – powiedział bez emocji Berengar.
-Witaj. – odpowiedział przyjaznym głosem Geralt.
-Co tutaj robisz?
-Mógłbym spytać o to samo Ciebie Wilku.
-Zatrzymałem się tutaj na chwilę w poszukiwaniu kilku orenów za które kupię trochę mięsiwa i wyruszę dalej w drogę.
-Doprawdy?
-Skąd jedziesz?
-Jakoś dziwnie rozmowny się zrobiłeś Wilku , czyżbyś chciał odwrócić moją uwagę abym nie wspomniał o tamtym dniu?
-…..
-A może nie chciałbyś żebym nie zadawał więcej trudnych pytań?
-Beren…
-Nie , nie chce tego słuchać – przerwał Geraltowi – Najlepiej będzie jak nasze drogi się rozejdą w tym miejscu , zostanę tu tylko do świtu , potem mam nadzieję że już nigdy Cię nie zobaczę.
-Chcę Ci tylko powiedzieć że nie chciałem tego nigdy.
 Berengar odwrócił się i wszedł do karczmy. Geralt ruszył do kościoła aby obejrzeć ciało dziewczynki. Starał się nie wracać myślami do dni o którym oba wiedźmini dobrze pamiętali choć woleli by aby nigdy on nie nastał. Wrota drewnianego kościoła rozwarły się z skrzypem który zwrócił uwagę modlącego się Kapłana.
-Czego tu szukasz czarci pomiocie? – powiedział ochrypłym głosem Kapłan.
-Zwłok dziewczynki które podobno przyniesiono do tutejszej kostnicy.
-Wiedźmak w świątyni sprowadza na nią złe duchy potworów które ubił , choć że szybciej.
Kapłan zaprowadził Geralta do podziemnej krypty która miała robić za kostnicę.
W środku stał na środku stół na którym były złożone zwłoki dziewczynki a przy nich stał jakiś strażnik patrzący na nie z wyrazem twarzy który nie było łatwo Geraltowi na pierwszy rzut oka ocenić – Strach , ciekawość , niepokój.
 -To tutaj. – powiedział Kapłan wychodząc
-Przyszedłeś mnie zmienić ? – spytał strażnik nie spoglądając na Geralta.
-Nie , przyszedłem zobaczyć zwłoki. Strażnik dopiero teraz podniósł głowę i na widok wiedźmina lekko się wzdrygnął lecz starał się aby nie było tego po nim widać.
-Nie lękaj się. – powiedział zimno Geralt.
-No to łoglądnijcie co musicie i wyjdźcie.
-Pilnujesz trupa strażniku? Przecież nie ucieknie.
-Nie wiedźminie , rozmyślam tylko.
-Nad trupem rozmyślacie Strażniku?
-Dobrze Wam z oczu patrzy Wiedźminie , mówcie mi Witek.
-Geralt.
-Ano ostatnio za dużo żem widział , może czas na to żeby skończyć z pracą w straży miejskiej.
-Zobaczyliście jednego trupa i nagle taka decyzja?
-Zaczęło się od tego żem zobaczył jakiegoś pomiota nad rzeką , potem gdy uniknąłem śmierci z jego rąk opowiedziałem to co się wydarzyło tutejszemu Karczmarzowi , ten mnie wyśmiał i mówił żem za dużo wypił , gdzie ja tego dnia ani kropli nie wypiłem Wiedźminie.
-A czy ja Was osądzam?
-Potem do Karczmy wbiegła Żona Sołtysa i wrzeszczy że jej córka leży martwa , za dużo tego wszystkiego dla mnie Panie , za dużo powiadam.
-Czyli to Ty najwięcej wiesz o całej sprawie?
-Ano.
-Porozmawiamy później a teraz idźcie się przewietrzyć dobrze Wam to zrobi , ja muszę obejrzeć zwłoki.
Witek wyszedł burcząc coś pod nosem. Geralt mógł teraz w spokoju przystąpić do oględzin – Po chwili wszedł Sołtys.
-I jak wiedźminie?
-Dziwny przypadek.
-Co masz na myśli?
-Silnie skręcony kark , wydłubane oczy jakimś ostrym przedmiotem , brak śladów pobicia , krótko mówiąc wątpię aby zrobił to jakiś potwór , według mnie zrobił to ktoś kto miał coś do ukrycia , kark skręcony aby zabić , wydaje mi się że zabójca wydłubał oczy abyście wiedzieli że dziewczynka zobaczyła coś czego nie powinna zobaczyć.
-Wiedźminie , znajdź tego kto to zrobił – powiedział Sołtys , wydawał się być zainteresowany tym co powiedział Geralt.
-Dziewczynka miała jakiś wrogów?
-A skąd , moja córeczka mogła by mieć wrogów.
-Musiałem spytać.
Sołtys wyszedł bez słowa , a wiedźmin zaraz za nim. Nadchodził wieczór , Geralt udał się do Karczmy aby przenocować.
Rankiem Geralt postanowił wstać wcześniej niż wszyscy aby ostatni raz porozmawiać i wyjaśnić Berengarowi co go zmusiło do czynu którego Berengar nie może Geraltowi wybaczyć. Konia Berengara już nie było , musiał wyjechać w nocy , wydawało się to dziwne Geraltowi. Wiedźmin już miał wchodzić do karczmy gdy ujrzał stado kruków nienaturalnie się zachowujących i skupionych na czymś. Wiedźmin zainteresowany tym podszedł , ptaki odleciały na jego widok a oczom Geralta ukazało się rozdziobane truchło , to było dziecko , bardzo małe dziecko…




1 komentarze:

Agven pisze...

Znalazłem dwa błędy "-Odo , Sołtys – powiedział starszy człowiek podając rei Geraltowi."

i drugi "W środku stał na środku stół na którym były złożone zwłoki dziewczynki (...)"